BTS

Rozdział 5

BTS

dedykuję mojej mamie, niedawno zamordowanej przez bandę polskich urzędników

„Szatan w ciemności łowi, jest to nocne zwierzę, Chroń się przed nim w światło, tam cię nie dostrzeże”. Adam Mickiewicz

Chciałbym mieć chociaż cień wątpliwości, że tak nie było… Nie tak dawno, kiedy to rozpoczynałem pisać tę książkę, moja mama żyła. Dzisiaj już nie żyje…
Świadomość polskiego społeczeństwa jest prawie zerowa w zakresie zagadnień opisywanych w tym rozdziale i taka już pozostanie, ponieważ biorący udział w tym spektaklu to ludzie z najwyższej półki politycznej, urzędniczej, naukowej, medialnej, a  nawet wywiadowczej i  służb specjalnych. „Specjaliści” ci wywęszyli kasę, która z roku na rok jest coraz większa i być może zatrzyma się na pewnym poziomie, ale zawsze będzie nie do ogarnięcia dla zwykłego zjadacza chleba. W połowie lat 90. wprowadzono do Polski do powszechnego użytku usługę zwaną do dzisiaj telefonią komórkową. Rzecz bardzo ułatwiającą życie. Dawno temu wiadomość przekazywana była w siną dal dzięki ludziom bądź zwierzętom. Trwało to minuty, dni, miesiące, a nawet o wiele, wiele dłużej, wszystko zależne było od odległości i możliwości. Dziś e-mail dochodzi w najodleglejsze zakątki świata w kilka sekund.

Połączenie w sieci komórkowej to też kwestia kilku bądź kilkunastu sekund.
W telefonii komórkowej nośnikiem informacji jest promieniowanie elektromagnetyczne (e-m),wytwarzane przez urządzenia nadawcze stacji bazowej. Aby wyszukać odbiorców, stacja bazowa zasiewa promieniowaniem teren objęty jej zasięgiem. Sygnały od stacji bazowej i aparatów telefonicznych w zasięgu danej stacji docierają do każdego miejsca pobytu człowieka. Dzięki temu w tych miejscach możliwa jest łączność. Ale ten „postęp” ma też swoje negatywne skutki. Promieniowanie mikrofalowe przenika przez wszystkie przeszkody, wnika także do ciała ludzkiego i wywołuje w nim zmiany. Zmiany te są tym większe, im wyższy jest poziom promieniowania i dłuższy czas ekspozycji. Im bliżej źródła promieniowania, tym większy jego poziom, a czas ekspozycji rośnie bezustannie. Powiększają się więc zmiany w organizmie i rośnie ryzyko zdrowotne. Przeciętny poziom promieniowania mikrofalowego na terenie Polski jest co najmniej setki tysięcy razy wyższy od poziomu tła naturalnego, w którym rozwijało się życie i z którym życie jest związane. W pobliżu źródeł poziomy promieniowań są większe o miliony, a nawet miliardy razy od tła w zakresie mikrofalowym. Ale oprócz drastycznej różnicy poziomów między „naturą” a „techniką”, destrukcyjny wpływ na organizmy mają obce naturze modulacje (np. cyfrowa).
Istnieje tysiące doniesień o szkodliwym działaniu pól e-m na organizm człowieka, są liczne protesty ludzi zagrożonych i poszkodowanych, domagających się ochrony zdrowia przed tymi polami. Jednak ogół społeczeństwa, znajdujący się pod wpływem reklam i dezinformacji ze strony lobby gospodarczego, nie reaguje na to zagrożenie. Państwo jest zainteresowane dochodem finansowym, a właściciele instalacji komórkowych należą do potęgi gospodarczej świata (roczny światowy dochód z telefonii komórkowej wynosi około 1,4 biliona dolarów). W Polsce do powyższych argumentów dochodzi degrengolada aparatu urzędniczego i ekspertów z nominacji urzędów administracyjnych, naruszających uprawnienia ludności.
Trzeba dodać, że wiodącą rolę w zwiększaniu elektroskażeń odgrywa instytucja Ministra Środowiska i Głównego Inspektora Sanitarnego. Działają one wbrew swoim konstytucyjnym powinnościom. Minister Środowiska jest autorem przepisów prawnych i twórcą norm na dopuszczalne poziomy pól e-m. W 1998 roku normę zwiększono czterokrotnie w stosunku do poziomu z roku 1980. Obecny poziom normy dla mikrofal jest sto miliardów razy wyższy od poziomu tła naturalnego. Chociaż przepisy prawa nie kojarzą wartości dopuszczalnej z brakiem szkodliwych oddziaływań, to jednak we wszystkich procedurach przyjmuje się normę jako probierz ochrony środowiska i zdrowia ludzi, co jest fałszem mającym groźne następstwa. Poziom normy jest przyjęty arbitralnie według wymagań ekonomicznych, a nie zdrowotnych. Jest on tak dobrany, że realnie istniejące pola e-m w terenie dostępnym dla ludzi nie przekroczą normy, co potwierdza się w praktyce. W wielu przypadkach, gdy ludzie podejrzewali związek swych schorzeń z działaniem stacji, wykonywano pomiary kontrolne pól e-m. Przekroczenia norm nie było i tylko na tej podstawie odpowiedzialne instytucje wykluczały przyczynowy związek schorzeń z działaniem pola e-m. Norma daje przyzwolenie na emisje pól e-m do środowiska i chroni inwestorów, a nie zdrowie ludzi. Dogmat o bezpieczeństwie zdrowotnym normy ma uspokoić społeczeństwo, ale jednocześnie tłumi inicjatywy badawcze państwowych placówek naukowych, bo gdyby te placówki wykazały, że pola poniżej normatywne działają szkodliwie na zdrowie (co jest zgodne z rzeczywistością), musiałoby dojść do masowych odszkodowań (bo schorzenia są masowe) i do pokazania społeczeństwu prawdziwego obrazu tej technologii.
W  porównaniu do chemicznych skażeń środowiska, elektroskażenia nie są wykrywalne organoleptycznie, są nawet trudne do wyobrażenia. Nie można odczuć, czy ich poziom jest sto tysięcy, czy sto milionów razy większy od poziomu natury. Tylko w przypadkach ekstremalnych mamy nagrzewanie ciała i porażenie śmiertelne.”
„Szczególny niepokój i oburzenie wywołuje bezustanne napromieniowanie ludności przez stacje telefonii komórkowej, zwłaszcza te zainstalowane w pobliżu domów mieszkalnych, szkół i szpitali. Środowisko życia ludności jest permanentnie skażone. Jest to stan nie do zaakceptowania, budzący poważne zastrzeżenia natury etycznej i jest sprzeczny z Prawami Człowieka. Ludzie ci nie mają dostępu do rzetelnej informacji i nie mają możliwości obrony. Są oni bezwolnym obiektem masowego eksperymentu.”
Powyższe cytaty pochodzi z publikacji Parlamentu Europejskiego z marca 2001 roku pod tytułem: „Psychologiczne i środowiskowe skutki niejonizującego promieniowania elektromagnetycznego”, którą poprzedziła inna publikacja z lutego 2001 roku pod tytułem: „Pole elektromagnetyczne a zdrowie”. „Mimo upływu wielu lat od wydania, dokumenty te nie są dostępne. Minister Środowiska zignorował prośbę o ich przetłumaczenie argumentując, że są to dokumenty robocze, a  nie uchwały Parlamentu Europejskiego. Ponadto nie są dostępne w języku polskim inne materiały opracowane przez niezależnych profesjonalistów i inicjatywy obywatelskie, na przykład BUERGERFORUM ELEKTROSMOG, które odbyło się w 1999 roku pod kierownictwem Ministra Środowiska Niemiec. Powyższe publikacje są wiarygodnym źródłem informacji o środowisku. Jest to materiał faktograficzny, który nie pochodzi
z lobbingu czy z ustaleń kompromisowych różnych grup interesu, lecz jest oparty na aktualnym stanie wiedzy. Materiał pochodzi od niezależnych instytucji naukowych, w tym Dyrekcji Naukowej STOA Parlamentu Europejskiego. Motywacją tych opracowań jest zdrowie ludzi, ład moralny i społeczny. Jest to reakcja na rosnące zagrożenie środowiska naturalnego człowieka. Dokumenty te są w Polsce tak samo nieobowiązujące, jak materiały i zalecenia innych organizacji międzynarodowych, na przykład ICNIRP, które przyjęto jako uzasadnienie polskiej normy. ICNIRP to organizacja, która nie jest przedstawicielem społeczności międzynarodowej, jest prywatnym klubem biznesowym działającym na korzyść przemysłu. Dokumenty powyższe są potrzebne w Polsce inicjatywom obywatelskim przeciw zagrożeniom zdrowia spowodowanym przez stacje bazowe oraz osobom poszkodowanym, jako materiał dowodowy potwierdzający argumentacje wyrażoną w skargach. Dokumenty te są również potrzebne urzędom podejmującym decyzje budowlane i rozpatrującym skargi na te decyzje. Dotyczy to wszystkich szczebli, zwłaszcza Głównego Inspektora Sanitarnego i Ministra Środowiska, bowiem uzasadnienia ich decyzji wskazują na niekompetencje i ignorancje, jeżeli się wykluczy manipulacje. Istniejące procedury związane z budową stacji bazowych nie są zgodne z prawem, przez co wywołują konflikty społeczne. Ludność nie jest powiadamiana, jest odsuwana od udziału w postępowaniu i w sposób podstępny wykluczana ze statusu interesu prawnego. Władze przedstawiają kłamliwe argumenty wzięte z  reklam i lobbingu. Ignorowana jest cała dotychczasowa wiedza dotycząca szkodliwości elektroskażeń. Natomiast eksponuje się opracowania i zalecenia organizacji, na przykład ICNIRP. Sytuacja ta nie ma nic wspólnego z zasadami państwa prawa i demokracji. Nie ma żadnej odpowiedzialności i przyzwoitości ze strony urzędów, włącznie z Głównym Inspektorem Sanitarnym, który zamiast dbać o warunki zdrowotne, swoimi decyzjami stwarza realne zagrożenie zdrowia. Ludzie są zepchnięci do roli królików doświadczalnych w masowym eksperymencie biologicznym, jakim jest oddziaływanie na organizmy obecnego systemu radiotelefonii komórkowej. W Polsce tysiące grup lokalnych protestuje przeciw narażeniu na działanie pola e-m (w Niemczech jest około dwanaście tysięcy takich inicjatyw). Znanym w kraju był protest ludności koło Gąbina przeciw odbudowie radiostacji. Obecnie staje się spektakularnym protest społeczeństwa w Słupsku, gdzie w promieniu pół kilometra pracują od kilku lat trzy stacje nadawcze dużej mocy, radiowe UKF i TV, a oprócz tego stacje telefonii komórkowej. Takie ześrodkowanie źródeł promieniowania jest prawdopodobną przyczyną znacznego wzrostu zachorowalności i umieralności na tym terenie. W proteście przeciw działaniu tych stacji zebrano ponad tysiąc trzysta podpisów. Jednak na liczne skargi do instytucji państwowych ludność otrzymuje jedną i tą samą odpowiedź, że wartości dopuszczalne pól elektromagnetycznych nie są przekroczone i stąd nie istnieje żadne zagrożenie zdrowia. Na tej podstawie wszystkie skargi są odrzucane. Wobec protestującej ludności administracja stosuje różne formy matactwa. Jedną z nich jest przyjęcie normy jako kryterium rozstrzygającego o tym, czy stacja stwarza jakiekolwiek zagrożenie dla zdrowia ludzi, jako probierz bezpieczeństwa i braku zagrożeń dla środowiska. Otóż, założenie to jest błędne, nie ma żadnego uzasadnienia prawnego i jest sprzeczne z aktualną wiedzą. Normy nie są ustalane według kryteriów biologicznych i zdrowotnych, lecz według wymagań ekonomiczno-technicznych. Przy tym jest zapewniona tylko ochrona przed przegrzaniem organizmu. Efekt taki ma miejsce przy ekstremalnie dużych poziomach pól e-m, które w miejscach dostępnych dla ludzi w ogóle nie występują. Normy nie uwzględniają pozatermicznych oddziaływań pól e-m. Oddziaływania takie występują przy poziomie pól e-m nawet znacznie niższych od normy, szczególnie przy bezustannym i długotrwałym działaniu. Przy tworzeniu normy oparto się na zaleceniach organizacji (na przykład ICNIRP), natomiast zignorowano zalecenia niezależnych profesjonalistów i organizacji pozarządowych działających w interesie zdrowia ludzi. Normę przyjęto arbitralnie na takim poziomie, aby zapewnić inwestorom realizację inwestycji i nie narazić ich na odszkodowania. Poziom normy jest tak dobrany, aby dla istniejących standardowych urządzeń nie mógł być przekroczony w terenie dostępnym dla ludzi. Poprzeczka normy jest podniesiona powyżej tego, co się aktualnie emituje do środowiska. Potwierdza to praktyka, bowiem dla tysięcy stacji pracujących w Polsce nigdzie nie stwierdzono przekroczenia normy. O doborze norm według wymagań ekonomiczno-technicznych świadczy też ich zróżnicowanie w państwach świata, na przykład wyższe normy w  USA i  w  Niemczech są uwarunkowane zastosowaniem wyższych mocy, szczególnie w  instalacjach militarnych. Właśnie ze względu na potrzeby ekonomiczne w 1998 roku powiększono w Polsce normy czterokrotnie dla zakresu radiowego i dziesięciokrotnie dla linii energetycznych. Widzimy tu, jak przy pomocy rozporządzenia promieniowanie e-m staje się nieszkodliwe, a strefy niebezpieczne znikają z miejsc przebywania ludzi. Odbywa się to bez jakichkolwiek zmian technicznych. Wszystkie stacje bazowe telefonii komórkowej, ze względu na wartość promieniowanej mocy, należą do inwestycji mogących znacząco oddziaływać na środowisko, a tym samym na zdrowie ludzi. „Mogący znacząco oddziaływać na zdrowie ludzi” oznacza prawdopodobieństwo wystąpienia schorzeń wśród okolicznej ludności spowodowane działaniem stacji. A zatem, jeśli takie schorzenia się pojawią, nie powinno się z  góry wykluczać przyczynowego związku chorób z działaniem stacji, tylko na podstawie faktu, że nie było tam pól ponadnormatywnych. Tymczasem taki związek jest wykluczany z góry, bez żadnej analizy.
Dla stacji bazowych jest wymagana prawem ocena oddziaływania na środowisko. Ale wykonywane ”oceny” nie spełniają wymagań prawnych. Przede wszystkim nie zawierają żadnej oceny oddziaływania na organizmy żywe. Jest tam tylko ocena spełnienia wymagań zgodności z normą. Polega to na tym, że autor oceny metodą symulacji określa obszar pola e-m o wartościach powyżej normatywnych, który zawsze występuje wysoko w pobliżu anten i nie jest dostępny dla ludzi. W pozostałym obszarze, według autora oceny, wystąpią pola e-m poniżej normatywne, ale jest to tylko hipoteza, bowiem autor nie uwzględnia miejscowych warunków rozchodzenia się fal i nie oblicza wartości pól e-m w miejscach dostępnych dla ludzi. Właśnie z powyższej hipotezy wyciąga się wniosek, że stacja nie będzie mieć negatywnego wpływu na środowisko i nie będzie zagrażać zdrowiu. Podstawą wniosku jest tu tylko norma. Na niej opierają się wszystkie znane nam oceny (raporty) oddziaływania. Mamy tu do czynienia z oszustwem, polegającym na tym, że normę wyprowadzono z techniki i ekonomii, a przypisano jej znaczenie biologiczne, jako probierz ochrony zdrowia. „Dopuszczalne” i „nieszkodliwe” normy nie są i nie mogą być podstawą do rozstrzygania w sprawie oddziaływań biologicznych pól e-m na organizmy żywe. Słowo ”dopuszczalny” nie oznacza ”nieszkodliwy”, ani nie oznacza braku zagrożenia. Nie ma takiego skojarzenia w przepisach prawa i nie wynika ono z tych przepisów. Prawnie dopuszczalna jest na przykład praca na stanowiskach szkodliwych dla zdrowia, ale odbywa się to za zgodą i wiedzą pracujących osób, natomiast w przypadku telefonii komórkowej wymuszone jest bezustanne napromieniowanie mikrofalami ludności nawet w jej prywatnych posesjach bez zgody i bez wiedzy tych ludzi, bardzo często wbrew ich protestom. A dla legalizacji tego działania ustanawia się dopuszczalne progi. Już samo określenie „dopuszczalny” oznacza pewną wątpliwość, bowiem dla rzeczy nieszkodliwych dla zdrowia nie używa się terminu „dopuszczalny”. Gdyby promieniowanie telefonii komórkowej podlegało procedurom kontrolnym tak, jak medykamenty, nigdy nie byłoby w użyciu. W obecnej formie i treści sporządzane oceny oddziaływania są pozorną ochrony środowiska i zdrowia ludzi, kamuflażem szkodliwego działania stacji. Społeczeństwo nie zna się na tych ”ekspertyzach”, a urzędnikom do wydania decyzji potrzeby jest ”papier”, którego wydanie jest w naszym przypadku chałturą. Treść ocen nie jest sprawdzana przez instytucje nadzorujące. Ich autorzy nie ponoszą odpowiedzialności za błędne treści, które wskazują na brak wiedzy lub uczciwości. Ekspertyzy są często wykonywane przez spółki zainteresowane tylko zyskami finansowymi. Sporządzają je „eksperci” mianowani przez ministra środowiska lub urzędy wojewódzkie, które na ich podstawie wydają decyzje budowlane, jak również oddalają lawinę skarg ludności na te decyzje. „Oceny” te pisane są seryjnie i według jednego wzorca. Na przykład taką serię „ocen” wykonał pewien inżynier, były szef grupy do spraw normalizacji. Powołuje się on na normy, które sam ustalał, a jako przyczynę konfliktów społecznych podaje między innymi: „pogłoski prasowe o zagrożeniach”. Czy tysiące pozycji literatury przedmiotu, dziesiątki tysięcy protestów w Europie Zachodniej i w Polsce, żądania drastycznego zmniejszenia norm, różne rezolucje (jak BUERGERFORUM ELEKTROSMOG) czy wydawnictwa Parlamentu Europejskiego z lutego i marca 2001 roku – czy to są tylko fałszywe pogłoski? Często autorzy „ocen” zastrzegają sobie prawa autorskie, do czego nie mają żadnych podstaw, ponieważ stosowany system obliczeń jest taki sam dla wszystkich stacji, a podstawą wnioskowania są normy. Ponadto poza formalnym opisem obiektu nie ma żadnego oryginalnego tekstu. Wszystkie „oceny” są pisane według takiego samego wzoru i są raczej plagiatem. Wydaje się, że zastrzeżenia autorstwa mają na celu podniesienie znaczenia dokumentu jako oryginalnej ekspertyzy oraz utrudnianie społeczeństwu dostępu do jej treści i ograniczanie możliwości dotarcia do przestępstwa.
Żadna „ocena” nie spełnia wymagania art. 52 ust. 1 p. 12 „Prawa ochrony środowiska” (ustawa z  27.04.2001 roku), dotyczącego „monitoringu oddziaływania planowanego przedsięwzięcia na etapie jego budowy i eksploatacji”. Zamiast monitoringu oddziaływania zaleca się pomiary kontrolne pól e-m, co przecież nie jest monitoringiem oddziaływania. Monitoring taki istnieje tylko w powyższym zapisie prawnym, natomiast nie ma go nigdzie w praktyce. Efekty tego procederu są widoczne tam, gdzie zamiast analizy schorzeń służby sanitarne sprawdzają pola e-m. W „ocenach oddziaływania” nie uwzględnia się czasu narażenia, co jest niezgodne z wymaganiami prawa (art. 52. ust. 1 pkt. 6 ustawy z  27.04.2001 roku „Prawa ochrony środowiska”). Ignorowanie czasu oddziaływań w ekspertyzach i orzeczeniach lekarskich wydaje się działaniem celowym, kamuflującym szkodliwość pól e-m dla zdrowia ludzi. W ekspertyzach przyjęto jako kryterium oddziaływań tylko gęstość strumienia mocy pola e-m, co jest grubym uproszczeniem. Wiadomo na przykład, że w przypadku skażeń chemicznych wpływ na organizm ma ilość substancji powodującej skażenie. Natomiast w przypadku wszelkich promieniowań czynnikiem szkodliwym jest energia. Działanie pól e-m na organizmy żywe przebiega w konkretnym odcinku czasu. Nawet stosunkowo silne promieniowanie Rentgena (jonizujące) stosowane w diagnozach może nie być szkodliwe, gdy ekspozycja trwa bardzo krótko. Dotyczy to również krótkotrwałych rozmów przez telefony komórkowe, od których poziom pola e-m w rejonie głowy jest bardzo wysoki, nawet powyżej normatywny, to na ogół nie wywołuje odczuwalnych skutków. Dopiero dłuższe i częstsze używanie telefonu może wywołać określone dolegliwości, a nawet nowotwór. Ludność zamieszkała w pobliżu stacji nadawczych jest nieustannie narażona na działanie pola e-m o stosunkowo wysokim poziomie natężenia. I okazuje się, że po dłuższym czasie funkcjonowania stacji występuje tam zwiększona zachorowalność i umieralność, na przykład w Brodnicy, Słupsku, Polanicy, Gliwicach, Świdnicy i innych. Znane są protesty ludności z rejonu pola antenowego radia Watykan, radia Wolna Europa, ludności z rejonu radiostacji gąbińskiej. Protesty te nie były przypadkowe, wystąpiły one ze względu na wzrost zachorowalności i umieralności. Obecnie, przy ciągłym wzroście promieniowania e-m ze sztucznych źródeł, zacierają się różnice między poziomami pól e-m na terenach zamieszkałych, a jednocześnie obserwuje się powszechny wzrost zachorowalności, któremu przypisuje się nieznane przyczyny cywilizacyjne. Wiele stacji bazowych telefonii komórkowej jest zbudowanych niezgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Sprzeczność ta jest związana nie tylko z przeznaczeniem i charakterem inwestycji, ale również z tym, że inwestycja należy do mogących znacząco oddziaływać na środowisko, co nie było przewidziane w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Wobec tego naruszono obowiązującą zasadę zrównoważonego rozwoju i  stosowania środków i  metod zapewniających maksymalną skuteczność ochrony środowiska. Znane są przypadki, kiedy Minister Środowiska skierował do wojewodów pisma1, w których zaleca nie stosowanie w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego zapisów odnośnie do inwestycji radiokomunikacyjnych, od których pola e-m nie przekraczają normy w terenie dostępnym dla ludzi. Ponieważ wszystkie stacje radiokomunikacyjne UKF i mikrofalowe (w tym telefonii komórkowej) nie wytwarzają ponadnormatywnych pól e-m w terenie dostępnym dla ludzi, to zgodnie z tym pismem, żadna ze stacji nie wymaga zapisów w takim planie. W ten sposób instytucja odpowiedzialna za ochronę środowiska ułatwia jego degradację2”.
Musiałem przytoczyć troszkę suchych faktów, żeby teraz ukazać i udowodnić jak to się ma do mojego, i uwierzcie mi, do… Waszego życia! Tematem zainteresowałem się w 2000 roku w momencie, kiedy nieopodal mojego domu, około 100 metrów, zainstalowano BTS, czyli stację bazową telefonii komórkowej. Zajrzałem do książki, wyczytałem, że promieniowanie, że zagrożenie i tak dalej. Dowiedziałem się, że aby mogła powstać taka stacja, uprzednio musi zostać wydana decyzja o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu oraz pozwolenie na budowę. Oczywiście tych decyzji nie wydano. Jak wielkie było i jest moje zdziwienie, że żaden z kompetentnych urzędów nie odnosi się przez tyle lat do złamanego prawa. W pismach wskazuję na ustawy i paragrafy, a urzędasy wcale się do tego nie odnoszą. W zamian za to potrafią odpisywać, że nie jestem stroną w postępowaniu. Sprawdziłem też i tę kwestię w kompetentnej kancelarii prawnej. Jak zwykle okazało się, że jest odwrotnie jak oznajmiają gryzipiórki – jestem stroną w postępowaniu. Ale co z tego, że przedstawiłem urzędolom faktyczny stan prawny, przytaczając artykuł po artykule, jak ta sfora odpisała mi, że nie jestem stroną, wcale nie odnosząc się do moich argumentów popartych paragrafami i ustępami. Oczywiście mogę to zaskarżyć to Sądu Administracyjnego. Muszę wtedy wyłożyć własną kasę i poświęcić swój cenny czas. Wygrałem sporo spraw administracyjnych z  organami państwowymi i otrzymałem zwroty finansowe, ale niestety te środki są też moimi pieniążkami, ponieważ to pieniądze społeczne. Jak ja coś spieprzę (nieświadomie), to płacę ze swojej kieszeni, a jak urzędol zrobi coś niewłaściwego (prawie zawsze świadomie), to płaci z mojej kieszeni. Paranoja! W 2007 roku operator Play zainstalował naprzeciwko mojego domu kolejną stację bazową. W dokumentacji przedstawił, że anteny mają po 15 Watów mocy, a rzeczywiście te anteny „posiadają” moc ponad 1,5 tysiąca Wata każda, czyli 100 razy więcej jak wykazano w dokumentacji. Okłamano Wydział Architektury, przedkładając w dokumentach moc, a także napisano, że ta stacja jest stacją testową. Potrzeba było 6 lat, aby Naczelny Sąd Administracyjny w składzie 3 sędzin obalił te decyzje. Słuchałem, i nie wierzyłem własnym uszom… – jestem w Polsce, czy już nie żyję. Tak fachowego, rzetelnego i sumiennego uzasadnienia nie słyszałem w życiu…; ja wiem, że zdarzają się akty sprawiedliwości w Polsce, ale nie przypuszczałem, że sam będę tego świadkiem. Stacja ta stoi, pewnie lawirant – operator będzie próbował to bezprawie zalegalizować, ale poczynię wiele, aby do tego nie doszło i BTS ten został rozebrany. Wszystkie urzędy już na samym początku postępowania odpisują, że nie jestem stroną. W ten sposób już na starcie chcą mieć pacjenta z głowy. Czasami prokuratura i sądy nie wiedzą, co mają zrobić z takim fantem i często oddalają skargę z uzasadnieniem wniesienia skargi przez osobę nieuprawnioną. Nie chce im się prowadzić tego typu postępowań. Wolą przez wiele miesięcy prowadzić sprawę o 6 groszy VAT– u. Ludzie umierają – a co tam, 6 groszy – to dopiero przestępstwo! W  rzeczywistości to reprezentanci naszego wymiaru sprawiedliwości w większości nie mają wiadomości z zakresu prawa, a co dopiero z dziedzin specjalnych, gdzie trzeba wysilić wyobraźnię i zajrzeć do fachowej dokumentacji. Im się po prostu nie chce, to po pierwsze, a po wtóre udzielają pomocy w zbudowaniu bezprawnych budowli, za co nie ponoszą konsekwencji. Kiedy zdarzy się jakaś scenka ze znaną personą, to robią przy tym dużo szumu, ale tylko po to, aby usłyszało o nich społeczeństwo, bo to dodaje im splendoru i w przyszłości kasę. Oczywiście, że jak człowieka wystawi im na patelni formacja mająca większość w parlamencie, to też będą trąbić, śledzić, karać, ale tylko dlatego, że boją się pryncypałów. W mojej rodzinie choroby były rzadkością. Ojciec nigdy nie chorował, mama też. Ja cierpiałem na częste zapalenie górnych dróg oddechowych i borykałem się z dolegliwościami ortopedycznymi. Moje dzieciaki też nie narzekały, ale wszystko zmieniło się w krótkim czasie. Wszyscy dosłownie nagle zaczęli chorować. Moją nieżyjącą już mamę codziennie bolała głowa. Nie mogła spać, wielokrotnie budziła się w nocy. Dręczyła ją alergia skórna.
Często doznawała zawrotów głowy, w końcu dopadła ją bardzo mocna depresja. Pod koniec życia zaczęła bardzo cierpieć na zapalenia stawów. Nigdy nie paliła i nie piła, odżywiała się zdrowo. Ojca, który prawie nigdy nie był u  lekarza, nagle zaczęły męczyć bóle głowy, nadciśnienie, bezsenność, problemy z układem pokarmowym. Nigdy nie palił, a jak wypił, to dobrej klasy trunek. Mama zawsze gotowała zdrowo i świeżutko. Moje dzieciaki, które nie chorowały na nic, oprócz sporadycznych zapaleń dróg oddechowych, są dzisiaj w złej kondycji. Ola kilkakrotnie doznała ataków padaczki, silnych, bo nic po tym nie pamiętała. Stała się innym człowiekiem, niż była kiedyś. Dawniej wesoła, fajniutka i taka „przylepa”, teraz jest nastawiona rogami do świata. Coraz częściej skarży się na bóle głowy, stawów i świądy skórne. Ogólnie ma depresję, nie może się skoncentrować, a to dziecko, które stara się żyć bardzo zdrowo, dobrze się odżywia, nie pali i nie pije. Magdalena kilka razy w miesiącu ma migreny, najczęściej kończące się wymiotami. Potrafi leżeć w łóżku 3 dni przez ból i otępienie. Ma problemy z tarczycą i ze stawami. Nagle wzrok pogorszył się jej tak, że bez okularów nie ma mowy o przeczytaniu największego druku. Ma problemy z koncentracją, jest rozdrażniona, rozbita, całkiem inna niż kiedyś. Od kilku miesięcy zaczęły jej dokuczać alergie skórne. Żona od wielu lat cierpi na alergie, jest wiecznie zmęczona, nawet po wielogodzinnym śnie. Bez wysiłku fizycznego ma napady silnego bicia serca. Ja byłem wiecznym śpiochem. Mogłem spać 12, a nawet 16 godzin bez przebudzeń. Po uruchomieniu stacji pożegnałem się ze spokojnym snem. Budzę się po kilkanaście razy podczas jednej nocy. Do tego dochodzi dziwne pocenie, pieczenie oczu i szum w uszach, bezustanny szum. Alergie skórne również i mnie nie odstępują od momentu powstania stacji, wręcz nasilają się. Lekarze rozkładają ręce. Nigdy nie byłem domatorem, jestem typem, który nie usiedzi na miejscu. Ale operacja kolana w 2005 roku spowodowała, że prawie całkiem unieruchomiony musiałem przez kilka tygodni leżeć w łóżku pod oknem, vis-a-vis stacji. Przez te kilka tygodni nabyłem ogromnych doświadczeń i zyskałem dowody wskazujące na szkodliwe oddziaływanie BTS – ów na zdrowie ludzi. Po ułożeniu mnie pod oknem zauważyłem, że po kilku godzinach zaczyna boleć mnie głowa. Bóle nasilały się. Co jest? Sprawa lekarstw? Ale przez tydzień w szpitalu też dostawałem te same leki, więc co jest? Po odejściu od okna już po kilkunastu minutach ból zaczynał słabnąć. Po powrocie nasilał się. Gdy ułożyłem głowę całkowicie na płasko, bez poduszek tak, że nie byłem w obrębie okna, ból niewiele, ale jednak malał. I tak codziennie przez kilka tygodni. Po dłuższym przebywaniu w  pokoju głowa również boli, wiadomo najbardziej, kiedy przebywa się przy oknie. Ogólnie codziennie mam wrażenie, jakbym był po kilku głębszych z takim ciężarem na głowie. To wrażenie mija dopiero po około godzinie od wyjścia z domu. Identyczny ciężar i ból głowy poczułem podczas naświetlania promieniami pola magnetycznego w trakcie zabiegów rehabilitacyjnych. Pewnego razu załatwiałem sprawę zakupu opon w  biurze hurtowni motoryzacyjnej. Nagle powoli zacząłem odczuwać znajome symptomy. Coraz mocniej, mocniej… Wyjrzałem przez okno, a tu nad samą głową zobaczyłem potężną stację bazową. Co ciekawe, nigdy nie miewałem bólów głowy. Przytrafiały mi się może po weselu czy innych imprezach, ale były to zdarzenia incydentalne. Czyżby tylko moja rodzina była tak uczulona na promieniowanie elektromagnetyczne? Bezsenność, bóle głowy, szumy w uszach i otępienie całkowicie mijają, kiedy przebywam poza domem. Zaobserwowałem tę zmianę będąc kilkakrotnie w szpitalu i na wyjazdach zagranicznych. Ostatnio strasznie pogorszył mi się wzrok, chciałbym, aby było to związane z moim wiekiem… Rozmawiałem z wieloma osobami mieszkającymi w pobliżu stacji i większość z nich potwierdzała podobne objawy. Przytoczę jeszcze przypadek pani Bożeny Leszkowicz.
Pani Leszkowicz jest osobą bardzo schorowaną dzięki oddziaływaniu stacji bazowej, która została zamontowana nad jej mieszkaniem. Po instalacji pani Bożena zaczęła się czuć źle. Wykonała tomografię mózgu, która wyszła prawidłowo. Objawy (identyczne, jakie trapią naszą rodzinę) zaczęły się u niej nasilać. Po roku ponownie wykonała tomografię. Profesor, który zobaczył wynik (dziesięciomilimetrowe zwapnienie mózgu plus problemy z móżdżkiem), stwierdził, że pani Leszkowicz musi pracować w bardzo niezdrowych i ciężkich warunkach. Wypytywał o charakter pracy, warunki domowe, farby, kleje i inne rzeczy. A pani Bożena pracowała wtedy na stanowisku redaktora gazety. Lekarz definitywnie stwierdził, że przyczyną jest przebywanie w  niesprzyjających warunkach. W  końcu pacjentka powiedziała profesorowi, że kilka metrów nad jej głową zainstalowana jest stacja bazowa telefonii komórkowej. Wówczas profesor szybko wycofał się ze swojej teorii i stwierdził, że jest to wynikiem specyficznej budowy jej mózgu i tragiczna zmiana nastąpiła sama – bez przyczyny. Razem z panią Leszkowicz przypadkowo spotkaliśmy pana profesora1 podczas konferencji dotyczącej wpływu stacji bazowych na zdrowie ludzi w Głównym Inspektoracie Sanitarnym, na którą nas nie wpuszczono, bowiem tego typu konferencje odbywają się tylko w środowisku zgodnym co do nieszkodliwości stacji bazowych. I właśnie tego rodzaju biegli orzekają przed organami i przed społeczeństwem o nieszkodliwości przebywania w bliskiej odległości od stacji bazowych. Tego dnia rozmawialiśmy z szefem Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Policzkiewiczem, ale urzędas ten nie słuchał przedstawianych przez nas problemów. Pani Leszkowicz pokazywała masę badań, w tym test Holtera, którego wyników nie można oszukać. W badaniu wyraźnie widać było skoki krzywej w momencie przybycia do domu. Nie tak dawno dowiedziałem się, że pani Bożena zachorowała na nowotwór…
Ale to tak, jakby mówiła do ściany. Urzędnicy często podpisują się pod dokumentami i decyzjami kompromitując siebie a bezprawnie działające organy, jakimi są Ministerstwo Zdrowia i GIS kłamią celowo wprowadzając społeczeństwo w błąd. Dowodem na to niech będzie decyzja podpisana przez wiceszefa GIS-u, w której to powołuje się na raport SCENIHR z 2007 roku, niestwierdzający żadnych negatywnych skutków zdrowotnych po długotrwałej niskiej ekspozycji wartości 4,5 wata na metr kwadratowy. Ciekawe, bo co innego mówi jeden z punktów referatu Akademii Marynarki Wojennej: Kombinezony i okulary ochronne stosuje się przy pracach wymagających pozostania przez dłuższy czas w polu o gęstości strumienia energii przekraczającej 1W/metr kwadratowy1. Słuchajcie, więc krzyczę głośno: jednego wata na metr kwadratowy, banderowcy i oprawcy z ministerstw, inspektoratów i reszty urzędów odpowiedzialnych za choroby i śmierć wielu Polaków!!! Inny punkt tego referatu mówi: Nawet przy niewielkiej wartości gęstości pola promieniowania niezamierzonego należy podjąć czynności zmierzające do jego eliminacji, ponieważ dłuższy czas oddziaływania czyni go niebezpiecznym dla obsługi. Decyzyjni urzędnicy, którzy powinni stać na straży naszego zdrowia i życia, to hałastra działająca na rzecz wielkich koncernów telekomunikacyjnych. Blokują faktyczne informacje o szkodliwości stacji oraz dezinformują społeczeństwo. To zbrodnia na narodzie2. Jakby tego wszystkiego było mało, na koniec powiedziano nam, że niedługo zostanie wydana publikacja o nieszkodliwości promieniowania stacji bazowych. Kłamstwa, na dodatek za nasze pieniądze. Klika już zaproponowała podniesienie polskich norm do wartości ICNIRP. Na razie jeszcze tego nie uczyniono, ale wszystko jest możliwe. Pani Leszkowicz w końcu wyprowadziła się do znajomych, zostawiając dom niezamieszkany, bowiem nie potrafiłaby wynająć go komuś obcemu, skazując jednocześnie na powolną śmierć.
Pokładałem się ze śmiechu, kiedy Wojtyła, szef GIS-u, w telewizorni pokazywał dzieciom, jak myć rączki, aby ustrzec się świńskiej grypy. Otóż, namawiał, aby dzieciaki podczas mycia śpiewały: „Wlazł kotek na płotek”. Uzasadniał to tym, że jeśli rączki będą myte w trakcie śpiewania całej piosenki, będą dostatecznie czyste i wolne od potencjalnej choroby. Proszę, jaka troska o nasze dzieci, o przyszły kwiat naszego społeczeństwa.
Pragnę jednak przypomnieć urzędnikom, że to dzięki ich decyzjom choruje w Polsce masa ludzi i dzieci też. Kładę głowę, że wielu z nich umarło albo umiera! Analogicznie do GIS wszystkie inne urzędy, które biorą udział w wydawaniu zezwoleń, opinii i decyzji, działają niezgodnie z prawem, wręcz łobuzersko. Począwszy od wydziałów architektury, poprzez Ministerstwo Środowiska, a skończywszy na nadzorze budowlanym – wszędzie tam odbywa się szachrajstwo. Oczywiście, operatorzy i  posłowie uwielbiają się. Przykładem niech będzie inicjatywa „Mobilny poseł”, dzięki której politycy mają otrzymać nowoczesne aparaty komórkowe z dostępem do sieci i innymi udogodnieniami biurowymi. Telefony mają mieć dostęp do sieci, poczty i dokumentów służbowych. No proszę, i wszystko dla dobra narodu – czyli również dla naszego zdrowia. I który z nich zagłosuje przeciwko operatorom? To zwykła łapówa! Szarańcza z Wiejskiej i z ministerstw na samym początku wprowadzania technologii telefonii komórkowej myślała, że bardzo skomplikowanym prawem i oszustwami zamydlą oczy głupkowatemu społeczeństwu. Okazało się, że to oni wyszli na głupków, skoro w ciągu kilku lat kilkanaście razy zmieniali i zmieniają ustawy i przepisy, bo ludzie jednak potrafią się bronić, chociaż wszystkie prokuratury i większość sędziów są przeciwko narodowi. Na zlecenie Ministerstwa Zdrowia, GIS i Ministerstwa Środowiska lekarze o wątłej wiedzy w tym temacie, pracujący na ich rzecz, publikują kłamliwe opinie. Pod uwagę bierze się wyłącznie ich opracowania.
Podobnie WHO wyodrębnia wyłącznie opinie „swoich” lekarzy. Nie widać w ich wykazach opinii i opracowań fachowców w tej dziedzinie, profesorów Rogera Santini, Gerarda Hylanda, Petera Semma, Klausa von Klitzinga czy Karla Hechta. Niewygodne dla operatorów i rządów wyniki ich prac spowodowały odsunięcie tych naukowców od dotacji i zleceń. W 2007 roku BBC1 i magazyn „Panorama” pokazały dokumentację dotyczącą transmisji bezprzewodowej wi-fi w szkołach. W audycji pokazano wywiad z szefem angielskiego Wydziału Ochrony Zdrowia, w którym otwarcie przyznał, że według niego zalecenia WHO są fałszywe. Po raz pierwszy przedstawiciel państwowego establishmentu zdrowotnego wypowiedział się przeciwko zaleceniom WHO i wytycznych ICNIRP. W bazach WHO nie ma streszczenia około 1500 rosyjskich prac naukowych dotyczących oddziaływania promieniowania elektromagnetycznego na zdrowie ludzi z lat 1960 –1985. Wiadomo, że gdyby radziecka nauka stała na słabym poziomie, to nigdy nie polecieliby w kosmos…
Istnieje wiele lekarsko-naukowych apeli, informujących i ostrzegających społeczeństwa przed promieniowaniem ze stacji bazowych.
W 2002 roku duża grupa lekarzy opublikowała Apel Freiburdzki2:
W trosce o zdrowie naszych bliźnich zwracamy się jako lekarki i lekarze różnych specjalizacji medycznych do zespołów medycznych, do osób odpowiedzialnych w służbie zdrowia i polityce oraz do całej społeczności.
W ostatnich latach zauważyliśmy u naszych pacjentek i pacjentów dramatyczny wzrost ciężkich i przewlekłych chorób, a zwłaszcza: – Zaburzenia w nauce, zaburzenia koncentracji i zaburzenia w zachowaniu u dzieci (np. hyperaktywność)

– Skoki ciśnienia krwi, które coraz trudniej opanować przy pomocy środków medycznych
– Zaburzenia rytmu serca – Zawały serca i udary mózgu u coraz młodszych osób – Choroby degeneracyjne mózgu (np. choroba Alzheimera) i epilepsje – Choroby nowotworowe, jak leukemia i guzy mózgu.
Poza tym obserwujemy u pacjentów coraz częstsze występowanie różnorodnych zaburzeń, często psychosomatycznych takich, jak: – Bóle głowy i migreny – Chroniczne wyczerpanie – Wewnętrzny niepokój – Bezsenność oraz zmęczenie w ciągu dnia – Szmery w uszach – Podatność na infekcje – Nerwobóle i bóle tkanki miękkiej, których nie można wytłumaczyć za pomocą zwykłych przyczyn, a można tylko nazwać najbardziej jaskrawe symptomy.
Ponieważ warunki mieszkaniowe naszych pacjentów oraz ich otoczenie są nam znane, widzimy, zwłaszcza po zadaniu ukierunkowanych pytań, coraz większy i wyraźny związek czasowy i przestrzenny między występowaniem tych schorzeń a początkiem obciążenia falami radiowymi, na przykład w formie: – Instalacji stacji nadawczych telefonii komórkowej – Intensywnego używania telefonów komórkowych – Zainstalowania telefonów bezprzewodowych w domu lub w sąsiedztwie.
Nie możemy już dłużej wierzyć w czysty zbieg okoliczności, ponieważ: – Zbyt często zauważamy intensywniejsze występowanie określonych chorób w obszarach lub domach mieszkalnych, gdzie występuje duże natężenie fal radiowych
– Zbyt często stan chorego, po wielu miesiącach lub latach ciężkiego stanu, szybko poprawia się po zredukowaniu lub wyeliminowaniu fal radiowych w otoczeniu pacjenta – Zbyt często przy pomiarach biologicznych potwierdzone zostaje duże natężenie fal elektromagnetycznych w miejscach naszych obserwacji.
Na podstawie naszych codziennych doświadczeń uważamy, że wprowadzona w 1992 roku technologia telefonii komórkowej – która w międzyczasie pokryła cały obszar, a w 1995 roku wprowadziła do sprzedaży telefony bezprzewodowe – jest jednym z istotnych powodów tego fatalnego rozwoju! Nikt nie może się już całkowicie uwolnić od tych pulsujących mikrofal. Zwiększają one ryzyko już istniejących chemicznych i fizycznych oddziaływań środowiska, obciążając dodatkowo system immunologiczny i mogą zniszczyć jeszcze funkcjonujący dotychczas mechanizm wyrównywania rozregulowań organizmu. Zagrożone są zwłaszcza kobiety ciężarne, dzieci, młodzież, ludzie starzy i chorzy. Nasze starania terapeutyczne w celu powrotu do zdrowia coraz częściej pozostają bez powodzenia. Przyczyną tego jest przenikanie promieniowania w miejscu zamieszkania i w pracy – zwłaszcza w pokojach dzieci i w sypialniach, które uważamy za najważniejsze miejsca służące zrelaksowaniu się, regeneracji i poprawie zdrowia – co prowadzi do nieustającego stresu i przeszkadza w podstawowym procesie leczenia chorych.
Ze względu na ten niepokojący rozwój czujemy się zobowiązani opublikować nasze spostrzeżenia, zwłaszcza że sąd niemiecki potraktował zagrożenie ze strony nadajników telefonii komórkowej jako czysto teoretyczne. To, co przeżywamy na co dzień, nie jest czymś hipotetycznym! Uważamy, że wzrastająca liczba przewlekle chorych jest skutkiem nieodpowiedzialnej polityki, która, zamiast chronić ludność przed krótkotrwałym, a  zwłaszcza długotrwałym oddziaływaniem promieniowania telefonii komórkowej, podporządkowuje się
dyktatowi najbardziej niebezpiecznej technologii. Jest to dla nas początek poważnego rozwoju, który zagraża zdrowiu wielu ludzi.
Nie możemy już dłużej pocieszać się myślą o dalszych, nierealnych wynikach badań, które często znajdują się pod naciskiem przemysłu, podczas gdy ignorowane są badania będące jednoznacznymi dowodami. Uważamy, że konieczne jest natychmiastowe działanie! Jako lekarze jesteśmy przede wszystkim obrońcami naszych pacjentów. W interesie wszystkich dotkniętych, których podstawowe prawo do życia i nietykalności cielesnej stało się grą, apelujemy do ludzi odpowiedzialnych w polityce i służbie zdrowia. Wspomóżcie swoim wpływem nasze dążenia do: – Natychmiastowego wprowadzenia nowych wymogów, aby techniki komunikacji spełniały wymagania zdrowotne, z niezależnymi, bezstronnymi badaniami ryzyka. – Masowego zredukowania zasięgu i mocy nadawczych dla zmniejszenia wpływu promieniowania radiowego w pomieszczeniach służących do snu i regeneracji. – Wstrzymania rozbudowy technologii telefonii komórkowej, aby nie wzrastało obciążenie falami radiowymi – Prawa do współdecydowania ludności i gmin przy planowaniu umiejscowienia anten, co w krajach demokracji powinno być czymś oczywistym. – Udzielenia ludności, a zwłaszcza użytkownikom telefonów komórkowych, wyjaśnień o  zagrożeniu zdrowia w  wyniku oddziaływania pola elektromagnetycznego i  apel o  bardziej świadome ich używanie oraz wprowadzenie zakazu używania telefonów komórkowych przez dzieci i ograniczenie ich używania przez młodzież – Zakazu używania telefonów komórkowych i  telefonów bezprzewodowych w przedszkolach, szkołach, szpitalach, domach starców, kinach, teatrach, w  miejscach użyteczności publicznej i w środkach komunikacji, podobnie jak w przypadku zakazu palenia tytoniu
– Wprowadzenia stref wolnych od telefonów komórkowych analogicznie do stref, w których zakazany jest ruch samochodowy – Zmiany standardów dla telefonów bezprzewodowych w celu zredukowania intensywności promieniowania i ograniczenie tego promieniowania do rzeczywistego czasu używania telefonu, a także wyeliminowania pulsowania krytycznego ze względów biologicznych – Niezależnych od przemysłu badań, uwzględniających bogate wyniki badań już przeprowadzonych oraz uwzględnienie naszych lekarskich obserwacji. Muszę nadmienić w tym miejscu, że w 2005 roku Niemieckie Ministerstwo Ochrony Środowiska z ministrem Trittim nie chciało zapoznać się z tym apelem ani go przyjąć. Istnieje wiele apeli zespołów lekarskich o  szkodliwości stacji bazowych, ale przecież dla naszych specjalistów z ministerstw i urzędów liczą się tylko fałszywe opinie lekarzy pracujących na ich zlecenie.
Kolejnym jest Apel Bamberski:
Obserwacja objawów chorobowych powstałych pod wpływem pól elektromagnetycznych wysokiej częstotliwości (nadajniki telefonii komórkowej, telefony bezprzewodowe DECT, WLAN, handy i inne)
Od października 2004 roku do października 2006 roku zostały przeprowadzone badania polegające na zadawaniu pytań i dokonywaniu pomiarów, którymi objęto ponad 1600 osób w 220 miejscach lokowania telefonii komórkowej (w domu lub w miejscu pracy).
Streszczenie
Pulsujące pola elektromagnetyczne o wysokiej częstotliwości (z nadajników telefonii komórkowej, telefonów bezprzewodowych DECT, handy, WLAN i innych), daleko poniżej dopuszczalnej prawnie
wartości granicznej, prowadzą do nowego, wielowarstwowego obrazu chorobowego z charakterystyczną kombinacją objawów. • Ludzie cierpią z powodu jednego, kilku lub wielu następujących objawów: zaburzenia snu, męczliwość, bóle głowy, zawroty głowy, niepokój, poczucie oszołomienia, drażliwość, agresywność, zaburzenia koncentracji, zapominanie się, problemy ze znajdowaniem słów, nastrój depresyjny, obniżenie napędu, zaburzenia lękowe, napady lęku panicznego (nocami, na autostradzie), poczucie wewnętrznego palenia, drżenia wewnętrznego, szumy uszne, utrata słuchu, nagłe osłabienie słuchu, szumy w głowie, nadwrażliwość na hałas, nadwrażliwość na zapachy, krwawienia z nosa, zaburzenia widzenia, zapalenia gałki ocznej, opuchnięcie oczu, nadwrażliwość na światło, zmiany skórne (zaczerwienienie, pigmentacja, bladość twarzy, podkrążone oczy), palenie lub mrowienie skóry, świąd, częste infekcje, obrzęk zatok przynosowych, bóle karku, bóle stawów i bóle kończyn, nerwobóle i bóle tkanek miękkich, poczucie głuchoty, zaburzenia koordynacji, zaburzenia rytmu serca, częstoskurcz, podwyższenie ciśnienia tętniczego (napadowe lub długotrwałe), problemy z tarczycą, wypadanie włosów, zaburzenia hormonalne, osłabienie łaknienia lub stałe uczucie głodu, nudności, utrata lub przyrost masy ciała, dreszcze, nocna potliwość, częste nocne oddawanie moczu, zgrzytanie zębami. • Zachorowania u ludzi pojawiają się już przy wartościach poniżej 10 μW/m2 [= 0,06 V/m] (w przypadku UMTS już poniżej 0,1 μW/m2 [= 0,006 V/m]) • Objawy występują w czasowej i przestrzennej zależności od ekspozycji. • Wielu dotkniętych nie miało wcześniej żadnych dolegliwości. • Często niektórzy mieszkający w sąsiedztwie nadajnika rozchorowują się po jego uruchomieniu (różny jest moment wystąpienia objawów: natychmiast, po dniach, tygodniach lub miesiącach; jest to uzależnione od indywidualnej konstytucji, od istniejących chorób podstawowych, od czasu pobytu w obciążonej przestrzeni mieszkalnej, od zakresu częstotliwości, od natężenia
pola, od mieszaniny częstotliwości z różnych kierunków, od równoczesnej obecności nadajników radiowych i telewizyjnych). • Bynajmniej nie chodzi tylko o subiektywne zaburzenia samopoczucia. Zaburzenia rytmu serca, ekstremalne wahania ciśnienia krwi, zmiany zapisu elektroencefalograficznego, zaburzenia mózgowego przepływu krwi, nagłe osłabienie słuchu, utrata wzroku, zaburzenia hormonalne, zmiany stężenia substancji neuroprzekaźnikowych (neurotransmiterów), zmiany stężenia różnych parametrów krwi, zaburzenia funkcji poznawczych (kognitywnych) i innych zostały udowodnione dzięki fachowym badaniom lekarskim. Zmiany w wyglądzie, na skórze i w owłosieniu głowy były dla lekarza widoczne. Lekarze jednakże w pierwszych latach ekspozycji na pola wysokiej częstotliwości nie mogli znaleźć żadnych patologicznych wyników badań narządów, które by mogły wyjaśnić te objawy. • Objawowa farmakoterapia (beta-blokery, środki nasenne, leki przeciwbólowe, leki psychotropowe, przeciwreumatyczne, hipotensyjne, krople do oczu) pomagały jedynie niedostatecznie. • Aptekarze stwierdzają, że te (powyższe) leki są częściej przepisywane w okolicach wokół ośrodka (emisji promieniowania). • Syczące szumy lub brzęczenie w głowie, szumy uszne, zawroty głowy, nudności, zaburzenia widzenia, opuchnięcie oczu, palenie skóry, niepokój, zapominanie się, problemy ze znajdowaniem słów, zaburzenia koncentracji, przewlekłe wyczerpanie, skłonność do infekcji, obniżenie napędu, zgrzytanie zębami, potliwość nocna i wypadanie włosów przeważnie nie poddają się leczeniu. • Często zapadają na choroby w tym samym czasie także zwierzęta i rośliny. • Przy niektórych ośrodkach (emisji promieniowania) dochodzi do technicznych uszkodzeń (elektronika samochodowa, mechanizm otwierania garażu, telefon, telewizor, winda). • Nie można było ustalić, by zachodził związek czasowy z decydującymi zmianami w domach (nowe pokrycie podłogowe, nowe meble wypoczynkowe, nowe farby, zapach insektycydów).
• Powstawanie objawów spowodowane nadzwyczajnym zawodowym lub socjalnym stresem mogło zostać w większości wykluczone. Jednakże często w następstwie obciążenia polem o wysokiej częstotliwości w miejscu pracy i w domu dochodzi do ekstremalnego codziennego stresu. • Duża część objawów znika po zakończeniu ekspozycji (przejściowa lub trwała zmiana miejsca, usunięcie telefonów bezprzewodowych DECT, usunięcie dojścia WLAN, ekranowanie), jeżeli nie doprowadziły one do uszkodzeń organicznych. Okres do zaniknięcia różni się indywidualnie i jest zależny od czasu trwania zachodzącej ekspozycji na pola o wysokiej częstotliwości. Wielu dotkniętych szukało schronienia u krewnych i znajomych, w mieszkaniach wakacyjnych (letnich domkach) i pensjonatach, w piwnicach lub w lesie, jeżeli było to dla nich finansowo możliwe.
Polska mafia telefonii komórkowej wraz z polską kamorą urzędniczą, podają jako nieszkodliwą wartość siedmiu voltów na metr. Natomiast z powyższego opracowania wynika, że zmiany mogą nastąpić już przy wartościach poniżej 0,06 V/metr, a przy UMTS poniżej 0,006 V/metr. Ale ministerstwa i inspektoraty widzą tylko te opracowania, które są dla nich i operatorów wygodne. Wszystkie słowa wypowiedziane przez biurokratów o ochronie naszego zdrowia i trosce państwa, to stek fałszerstw i zlepek matactw, przekazywany codziennie w telewizji i w innych mediach. Na szczęście coraz więcej autorytetów medycznych na świecie i w Polsce zaczyna przerywać milczenie i publikować prawdę. Najnowsze badania również pokrywają się z badaniami sprzed kilkudziesięciu laty i wyraźnie dowodzą o szkodliwości działania BTS-ów na ludzkie organizmy. Nie tak dawno dr Derkacz streścił raport2 zespołu międzynarodowych naukowców w tych sprawach.
Przepisy dotyczące obowiązujących norm promieniowania elektromagnetycznego i lokalizacji nadajników będących źródłem promieniowania E-M powinny zostać zmienione jak najszybciej. Najnowsze dane naukowe świadczą o  szkodliwości tego typu promieniowania dla ludzi. Niestety, większość poważnych, szkodliwych efektów ubocznych pojawia się co najmniej po dziesięcioletniej ekspozycji na promieniowanie elektromagnetyczne. Pozostaje nam teraz apelować do parlamentarzystów o jak najszybsze zapoznanie się z raportem i wprowadzenie zmian w  dotychczas obowiązującym prawie. Walka będzie trudna, ponieważ po drugiej stronie barykady stoją przedstawiciele firm telekomunikacyjnych, a  za nimi olbrzymie pieniądze. Miejmy nadzieję, ze interes społeczny i ludzkie zdrowie będą dla przedstawicieli administracji państwowej ważniejsze niż zyski firm telekomunikacyjnych. Przedstawicielom mediów chętnie prześlę najnowsze naukowe publikacje (2007 i 2008 rok) potwierdzające dane zawarte w raporcie. Poniżej krótkie streszczenie raportu (istotne z medycznego punktu widzenia): • Raport został napisany przez zespół kilkudziesięciu naukowców i ekspertów w dziedzinie medycyny, fizyki i zdrowia publicznego. • Jednym z celów raportu była ocena dostępnych materiałów i dowodów naukowych, dotyczących wpływu promieniowania E-M o natężeniach nieprzekraczających dopuszczalnych norm. • Twórcy raportu po analizie dostępnych dowodów naukowych potwierdzają, że dotychczasowe normy są groźne dla ludzkiego życia i zdrowia i powinny jak najszybciej zostać zmienione. • Najnowsze opublikowane w 2007 i 2008 roku badania naukowe potwierdzają wcześniejsze przypuszczenia o szkodliwości PEM nawet w dawkach uznawanych obecnie za bezpieczne. • Dotychczasowe ekspertyzy dotyczące szkodliwości opierały się na małej liczbie krótkoterminowych badań. Niezbędne są badania długofalowe ukazujące efekty przewlekłej ekspozycji na promieniowanie. • HIPOTEZA: Działanie wielu ludzkich organów jest oparte na przekaźnictwie bio-elektrycznym. Sztuczne promieniowanie E-M, na które jesteśmy narażani, może wchodzić w interakcje zaburzając na poziomie komórkowym procesy zachodzące wewnątrz komórek. Stałe narażenie na promieniowanie o większym natężeniu, jakie ma miejsce w pobliżu stacji nadawczych telefonii komórkowej, uniemożliwia adaptację organizmu do szkodliwych warunków. Hipoteza znalazła potwierdzenie w badaniach. • Osoby korzystające z telefonów komórkowych w okresie co najmniej dziesięcioletnim są o kilkanaście procent bardziej narażone na rozwój nowotworów mózgu (glejaki, oponiaki, nerwiaki nerwu słuchowego). Dwustuprocentowy wzrost ryzyka – u osób trzymających słuchawkę zwykle przy jednym uchu. • Wśród mieszkańców okolic stacji bazowych statystycznie częściej obserwuje się występowanie dolegliwości w postaci bólów i zawrotów głowy, problemów ze snem, pamięcią i koncentracją. • Istnieją prace potwierdzające, że promieniowanie wytwarzane przez stacje bazowe (0,01-0,5 uW/cm2) wywołuje objawy u osób mieszkających w odległości kilkuset metrów od nadajników. Udowodniono, że ekspozycja już na promieniowanie 0,1 W/kg SAR (Specific Absorption Rate) zmienia aktywność bioelektryczną mózgu. • Udowodniono na hodowlach komórkowych genotoksyczny wpływ PEM. W odpowiedzi na promieniowanie rzędu (0,3-2 W/ kg) obserwowano statystyczny wzrost częstości pęknięć nici DNA (badano komórki fibroblastów i inne). Efekt bardziej widoczny na hodowlach starszych komórek – co może sugerować większe narażenie osób starszych (gorsze mechanizmy naprawcze). • Obserwowano wzrost produkcji białka stresu (stress protein) w odpowiedzi na PEM, co świadczy o tym, że ludzkie komórki rozpoznają PEM jako czynnik szkodliwy. Stężenie proteiny stresu wzrasta w odpowiedzi na czynniki szkodliwe takie, jak hipertermia, hipoksja, zatrucie metalami ciężkimi i tak dalej.
• Obserwowano również pękanie mastocytów, czyli komórek tucznych krwi pod wpływem PEM – uwolnienie histaminy – objawy skórne takie, jak zaczerwienienie, reakcje alergiczne. Mastocyty znajdują się również w mięśniu sercowym i mózgu – ich uszkodzenia mogą tłumaczyć – obserwowane u osób wrażliwych – zaburzenia rytmu serca i bóle głowy. • PEM poprzez wywoływanie zapalnych reakcji alergicznych i modulację układu immunologicznego człowieka po wielu latach narażenia na ekspozycję może prowadzić do rozwoju wielu chorób, których podłożem są przewlekłe stany zapalne i nieprawidłowa praca ludzkiego układu immunologicznego. • Naukowcy oceniają, że najbardziej na efekty PEM narażone są kobiety w ciąży, małe dzieci i osoby starsze. Niestety nie jest jeszcze znany efekt wieloletniej ekspozycji na PEM na dzieci (niedojrzały, kształtujący się CUN i OUN). • Autorzy raportu podkreślają, że konieczne jest jak najszybsze zaostrzenie przepisów, mające na celu zmniejszenie narażenia populacji ludzkiej na PEM.
Informacje z innych źródeł: Jak sugerują amerykańscy neurochirurdzy, już w następnej dekadzie czeka nas epidemia guzów mózgu – będących efektem korzystania z telefonów komórkowych. Mogą one być przyczyną większej liczby zgonów niż nałóg palenia tytoniu.
Według pracy1, której autorami są Thamir Al – Khlaiwi i Sultan A. Meo, analiza przeprowadzona wśród ludności arabskiej wykazuje we wszystkich badanych grupach bóle głowy u 21,6%,zaburzenia snu u 4%, stres – 3,9%, zmęczenie – 3%, nudności – 2,4%. Wyniki te potwierdzają, a nawet zaostrzają badania holenderskie – TNO.
Praca profesora Santini z 2002 roku wykazała zależność pomiędzy drażliwością, przygnębieniem, zawrotami głowy (do 100 metrów), bólami
głowy, zaburzeniami snu, złym samopoczuciem i chorobami skóry (do 200 metrów), a także zmęczeniem w odległości do 300 metrów od stacji komórkowej. Odległości w tych badaniach przybliżono.
W Austrii badania Kundi i innych wykazały bezpośrednią zależność pomiędzy natężeniem PEM, a objawami sercowo-naczyniowymi. Profesor Olle Johansson1 z Karolinska Institute w Sztokholmie przekonuje, że przyczyną wielu negatywnych objawów jest pole elektromagnetyczne. Chodzi o  telefony komórkowe i  maszty przesyłowe, komputery, telewizory i inne urządzenia elektroniczne. Nawet wówczas, gdy spełniają normy UE. Badacz sugeruje, że pola elektromagnetyczne mogą działać jak alergeny, dezorganizując funkcjonowanie naszego systemu odpornościowego, co skutkuje uczuleniami i stanami zapalnymi. Problemami oddziaływania na zdrowie ludzkie pól elektromagnetycznych zajmuje się od lat 80. Teraz zebrał wszystkie swe ustalenia i wnioski z badań innych uczonych z całego świata. Przedstawił je w raporcie, który został opublikowany magazynie „Pathophysiology”. Dowodzi, że organizm człowieka mógł przez lata ewolucji przyzwyczaić się do typowych alergenów2, ale nie był w  stanie zaakceptować cywilizacyjnych „uczulaczy” elektromagnetycznych, takich jak: sygnał tv, fale radiowe, fale mikrofalowe z telefonów komórkowych lub wi-fi, wiązki radarowe i tym podobnych. Wszystkie one otaczają nas w codziennym życiu zaledwie od wieku. Do tej pory badacze skupiali się jedynie na jednostronnych analizach, dowodząc na przykład, że promieniowanie telefonu komórkowego może fizycznie i konkretnie szkodzić ludzkiemu ciału. Nie brali pod uwagę hipotezy Szweda o alergenach EMF, które oddziałują na układ odpornościowy w całkiem odmienny sposób. Według Johanssona na nadwrażliwość elektromagnetyczną cierpi dziś na świecie od 3 do 10% populacji. Uczony ma nadzieję, że jego raport zainteresuje Unię Europejską, która zleci zbadanie szkodliwości działania elektroniki.
Nadzieję… Dobre sobie. Unię Europejską interesują proste ogórki i stodoły bez jaskółczych gniazd… Czasami wydadzą rezolucje i wskazania, ale kto w Polsce się do tego dostosuje? A nawet jeśli ktoś z unitów dopatrzy się brakoróbstwa u naszych urzędoli, to kara nałożona na nasz kraj pokrywana jest z naszych pieniędzy. Poza tym Unia Europejska wprowadza celowo do naszych domów trujące artykuły. Zgodnie z ich decyzjami w miejsce tradycyjnych żarówek wprowadzano żarówki energooszczędne, z których wydobywające się światło uszkadza siatkówkę oka. Światło to także zaburza naszą gospodarkę hormonalną, w wyniku czego możemy zachorować na nowotwory, osteoporozę i cukrzycę. W żarówkach tych znajduje się rtęć. Po zbiciu takiej żarówki toksyczna rtęć wydostaje się na zewnątrz i następuje skażenie w naszym domu, biurze, czy na przykład w żłobku.
Węgierska praca badawcza pod tytułem: „Zależność pomiędzy regularnym użytkowaniem telefonów komórkowych a jakością ludzkiego nasienia” przedstawiona w Berlinie w 2004 roku wskazuje, że badania płodności mężczyzn, którzy regularnie noszą przy sobie i używają telefonów komórkowych wykazały, że ilość ich plemników zmniejsza się aż o 30%, co znacząco redukuje szansę na zapłodnienie. O tym przekonało się już wcześniej kilku polskich monterów stacji bazowych, należących do tej samej ekipy, którzy pierwsi w Polsce nie wstydzili się i ujawnili, że po kilku latach pracy są bezpłodni, wszyscy. Przypadek? Najbardziej poszkodowanym okazał się Zbigniew Gelzok. Nie dość, że stracił nadzieję na przyszłe potomstwo, to dodatkowo został niepełnosprawny fizycznie w wyniku oddziaływania promieniowania elektromagnetycznego. Po opisaniu całej tej sprawy, prezes, który zatrudniał monterów do instalowania BTS-ów, zaczął publicznie kwestionować ich choroby i wymyślać nieprawdopodobne historie o ich alkoholizmie po to, aby nie rzucać cienia na rzekomą nieszkodliwość działania masztów śmierci. Zbigniew Gelzok nie dał za wygraną i postanowił wykorzystać swoją wiedzę techniczną, a co najciekawsze, zaczął analizować sytuację prawną w zakresie prawa budowlanego, środowiska oraz administracyjnego i okazało się, że prawie wszystkie stacje bazowe w Polsce są nielegalne. Jest postrachem dla urzędników, operatorów, prokuratorów, a nawet sędziów, chociaż ostatnio sędziowie polubili go za jego niewyobrażalną wiedzę prawniczą w zakresie tych praw. Często podważa niekorzystne wyroki wojewódzkich sądów administracyjnych (które zdarzają się incydentalnie) i wygrywa prawie wszystkie sprawy w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Prawie, bowiem ostatnio zdarzył się precedens, że sędziowie z tego samego Naczelnego Sądu Administracyjnego podważyli wykładnię i orzecznictwo kolegów. Okazuje się, że w sądach bardzo często różnorodnie interpretuje się ustawy i paragrafy. Dowolność jak w czasach UBeckich. Istniały tam tak zwane sądy kiblowe, ponieważ oskarżony siedział na prawdziwym sedesie, bo nie było sali obrad. Proces z góry był ustalony i trwał kilka, kilkanaście minut. Ot, historia jednak się powtarza. Wydarzenia te odbiły się głośnym echem i poskutkowały pismami do najwyższych władz sądowniczych i kierowniczych w kraju i jestem bardzo ciekaw epilogu. Oczywiście, jak najbardziej nie wierzę w dobre intencje zwierzchnich władz, w takich sytuacjach najczęściej stosują metodykę spychologiczną, czyli nic nie mogą i nic nie wiedzą. Gdyby sprawa dotyczyła obywatela i trzeba by było mu zabrać mienie, dzieci bądź skazać go na długoletnie więzienie, wszystkie instancje włączyłyby się do wspólnego unicestwienia człowieka. Myślę, że warto tutaj przytoczyć dokument napisany przez Zbigniewa Gelzoka, bowiem rewelacyjnie obrazuje pracę części z naszych sądów.
Ogólnopolskie Stowarzyszenie Rybnik, dn. 5.12.2010 r. Przeciwdziałania Elektroskażeniom „Prawo do Życia” ul. Bracka 16 A  44-251 Rybnik
Sz. Pan Prof. dr hab. ROMAN HAUSER Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego ul. Boduena 3/5 00-011 Warszawa
Sz. Pan Donald Tusk Premier Rządu RP 00-583 Warszawa, Al. Ujazdowskie 1/3
Szanowni Posłowie, Senatorowie, Dziennikarze
Dotyczy sprawy sygn. akt II OSK……
Szanowni Państwo!
Zwracam się do Was w  sprawie, która szokuje i  przeraża, albowiem (tutaj wymieniono imię i nazwisko)…., Sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie, nie zna procedury sądowoadministracyjnej. Między innymi na skutek orzeczeń wydawanych przez takie osoby powstała w Polsce fatalna opinia o sądownictwie; ja sam osobiście zaliczyłem już wszystkie sądy administracyjne w Polsce i mogłem sobie wyrobić opinię na temat tych instytucji jako takich, jak również poszczególnych sędziów personalnie. Jedną z podstaw skargi kasacyjnej w przywoływanej na wstępie sprawie był zarzut naruszenia art. 7, 8, 9, 11, 84, 77, 105 § 1 oraz 107 § 3 k.p.a. w związku z art. 145 § 1 pkt. 1 lit. c/ oraz art. 174 pkt. 2 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz. U. Nr 153, poz. 1270 ze zm. – dalej p.p.s.a). W wyroku z dnia 25.08.2010 r. Sędzia (…) stwierdziła jednakże co następuje: Sąd orzekający nie mógł naruszyć przepisów wskazanych na początku zarzutów, tj. art. 7, 8, 9, 11, 77 i 105 § 1 jak i 107 § 3 Kodeksu postępowania administracyjnego, ponieważ tych przepisów nie stosował. Toczące się postępowanie sądowo – administracyjne uregulowane zostało ustawą wskazaną na wstępie rozważań Sądu kasacyjnego, tj. ustawą z dnia 30 sierpnia 2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Powyższe stwierdzenie świadczy o tym, iż Sędzia (….) albo faktycznie nie zna procedury (wszak działania Sądu sprowadzają się do kontroli działalności administracji publicznej pod względem zgodności z prawem, tj. kontroli zgodności zaskarżonego aktu z przepisami postępowania administracyjnego, a także prawidłowości zastosowania i wykładni norm prawa materialnego) lub też mogła działać na czyjeś zlecenie. Mówiąc prościej – o niekompetencji w/w Sędziego przesądza to, że jeżeli Sąd nie może stosować przepisów k.p.a., to nie ma prawa ich również badać i tym samym naruszenie przepisów prawa procesowego nie podlegałoby ocenie sądów administracyjnych. Wobec powyższego w niniejszej sprawie przeraża fakt, iż Sędzia NSA z długoletnim stażem zawodowym nie zna nawet procedury, zatem nie powinien wykonywać zawodu Sędziego. Ponieważ mogą pojawić się zarzuty, że nie mając racji dopuszczam się publicznego ataku na kompetencje i godność Sędziego, argumentem moim niech będzie stanowisko jednego z najlepszych Sędziów izby ogólno-administracyjnej Jerzego Stelmasiaka, który w wyroku NSA II OSK 925/09 z dnia 8.06.2010 r. uznając skargę kasacyjną stwierdził, że (cyt.): Po pierwsze, zarzut naruszenia art. 7, 77 oraz 107 § 3 k.p.a. w związku z art. 145 § 1 pkt 1 lit. c/ oraz art. 174 ust. 2 p.p.s.a. jest trafny. Po drugie, zarzut naruszenia art. 105 k.p.a. oraz art. 106 § 5 k.p.a. w związku z art. 145 § 1 pkt 1 lit. c/ jest trafny. Można również przytoczyć wyroki, które wydawał NSA pod przewodnictwem prof. Romana Hausera Prezesa NSA, np. II OSK 1701/08 wyrok z dnia 20.01.2009 r. – tu prof. Hauser reprezentuje pogląd identyczny jak Sędzia Stelmasiak. Wszystko powyższe jednoznacznie świadczy o tym, że – co stwierdzam publicznie i z pełną odpowiedzialnością – Sędzia (….) nie zna prawa, a wydawane przez nią orzeczenia tchną pożałowania godną miernotą. Goryczą i najwyższym oburzeniem napełnia fakt, że pomimo tego osoba ta orzeka w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej urągając obywatelom pokładającym ufność w sprawiedliwość polskiego sądownictwa. Nie dziwi zaiste fakt, że Polska przez takich „orłów Temidy” traci grube pieniądze (z kieszeni podatników, rzecz jasna) tytułem spraw przegranych przed Trybunałem w Strassburgu.
Państwo polskie takim osobom, jak Sędzia (…) płaci wysokie wynagrodzenie i otacza je ochroną. Niestety, przywilej ten dotyczy także osób, które kończyły studia prawnicze w komunistycznych czasach, kiedy to często nie wiedza lecz układy decydowały o obejmowaniu lukratywnych stanowisk, a nawet o samym ukończeniu uczelni. Nie wiem, czy Pani (…) należy do tej właśnie grupy ludzi, jednakże „po owocach ich poznacie”. Resztę uzasadnienia pominę pragnąc oszczędzić adresatom tego pisma pełnego obrazu nędzy i rozpaczy, jakże często, niestety, obserwowanego w polskim sądownictwie. Wszyscy, którzy otrzymają ten list, mogą sobie samodzielnie porównać wszystkie przywoływane wyżej wyroki w zestawieniu z moim stanowiskiem, ewentualnie skonsultować się z prawnikami i wtedy wyrobić sobie własny pogląd na to, czy Sędzia (…) rzeczywiście zna podstawy stosowania przepisów p.p.s.a.
Wzywam Panią (….) do zaprzestania orzekania w  imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Przynosi Pani wstyd, poraża swoją niekompetencją i brakiem podstawowej wiedzy. Powinna Pani odejść, aby nie kalać imienia polskiego Sędziego. Jeżeli Pani uzna, iż moje stanowisko jest wadliwe, to może Pani bronić swojego honoru i godności. Śmiem sądzić, że jest Pani bez wątpienia osobą, która nigdy nie powinna wykonywać zawodu Sędziego.
Szanowny Panie Premierze! Na podstawie powyższego przykładu może Pan udzielić sobie odpowiedzi na pytanie, dlaczego polskiego sądownictwo posiada na świecie fatalną opinię oraz dlaczego polskie społeczeństwo nie wierzy Sędziom. Gdyby nie tacy Sędziowie, jak Stelmasiak, Leszczyński i inni, to NSA (w szczególności izba ogólno-administracyjna) dawno by upadł. Tylko dzięki niektórym Sędziom polskie społeczeństwo ma szanse na profesjonalne rozpatrzenie spraw przed NSA, jednakże takich szans nie ma, gdy za orzekanie bierze się Pani (….) – w obliczu tego, co ona wyrabia, doprawdy z trudem przechodzi przez usta słowo „sędzia” w odniesieniu do tej osoby.
W załączeniu profesjonalny wyrok NSA z dnia 08.06.2010 roku (Sprawozdawcą był Sędzia …..) oraz wyrok będący obrazem nędzy i rozpaczy z dnia 25.08.2010 roku (Sprawozdawcą – najsłabszy Sędzia w Polsce,….).
Zbigniew Gelzok
Tego typu przedstawienia w organach sprawiedliwości odbywają się codziennie, ale tylko nielicznych stać duchowo na przeciwstawienie się sądom. Szanuję i podziwiam takich ludzi, ponieważ tak naprawdę większość boi się. Są celowo zastraszeni przez polskie urzędy, sądy, policję i prokuratorów. Ich bezkarne działania codziennie są przedstawiane w mediach po to, aby obywatel się bał. Wtłaczane jest nam od lat, że jak coś przeskrobiemy, nawet nieświadomie, to biada, ale jak urząd coś świadomie spieprzy, to spotyka go nagroda. My tylko walczymy o swoje prawa, a w walce tej przeszkadzają nam reprezentanci, którzy powinni stać na jego straży.
W  2007 roku w  Engelhartstetten w  Austrii przeprowadzono badania na 704 mieszkańcach. Porównywana była średnia śmiertelność mieszkańców wsi Engelhartstetten i Loimersdorf. Wynik1 ten jest zatrważający, szczególnie przez to, że Loimersdorf jest oddalone tylko o 3 kilometry i ma taką samą strukturę ludności.
Oprócz faktu, że mieszkańcy przy obciążeniu promieniowaniem ze stacji bazowych telefonii komórkowej zmarli średnio o dziesięć lat wcześniej niż bez obciążenia promieniowaniem, ten wymuszony raport oddziaływania na środowisko pokazuje, że w Engelhartstetten zmarło cztery razy więcej kobiet niż mężczyzn, ale żyły one o 5 lat dłużej niż mężczyźni. W Loimersdorf w obserwowanym okresie zmarło tak samo dużo kobiet i mężczyzn, a kobiety żyły tam o 8 lat dłużej.
Fragmenty opracowania naukowego w ramach międzynarodowego projektu „Biolnitiative” mówią:
Obecnie obowiązujące graniczne wartości dopuszczalne, dotyczące ekspozycji ludności na promieniowanie radiowe stosowane w telekomunikacji, są oparte na założeniu, że jedynym wartym uwagi negatywnym efektem takiej ekspozycji jest nagrzewanie się tkanek organizmu. (…) W ciągu ostatnich kilku dekad ustalono ponad wszelką wątpliwość, że efekty biologiczne oraz ujemne skutki zdrowotne zachodzą przy wartościach wielokrotnie niższych, przy których nagrzewanie się tkanek jeszcze w ogóle nie występuje.
Niektóre z tych efektów następują przy wartościach setki tysięcy razy niższych od poziomów promieniowania uznawanych za bezpieczne dla ludności. (…) Oznacza to, że potrzebne jest przyjęcie całkowicie nowej – biologicznej podstawy ustalania limitów dotyczących ekspozycji ludności na promieniowanie. Powinna ona uwzględniać obecną wiedzę na temat wpływu promieniowania niejonizującego na procesy biologiczne, ważne do prawidłowego funkcjonowania organizmów żywych. Efekty biologiczne ekspozycji na promieniowanie radiowe, występujące w promieniu do kilkuset metrów od stacji bazowych telefonii komórkowej, gdzie promieniowanie nie przekracza obowiązujących (także w Polsce) norm.
W  prawie każdym żywym organizmie istnieje specjalny mechanizm ochronny, uruchamiany przez komórki, kiedy są one atakowane przez toksyny środowiskowe lub znajdują się w niekorzystnych warunkach środowiskowych. Jest to tak zwana odpowiedź stresowa, podczas której wydzielane są proteiny stresu. Stresorem środowiskowym, wywołującym fizjologiczną odpowiedź organizmu, jest pole elektromagnetyczne. Bardzo niski poziom tego pola, dużo niższy od obecnie obowiązujących norm, może spowodować wytwarzanie przez komórki protein stresu. Oznacza to, że komórki uznają pola elektromagnetyczne za szkodliwe (…). Dodatkowo niepokoi fakt, że jeśli stres trwa zbyt długo, działanie ochronne organizmu zmniejsza się. Stąd też komórki są gorzej chronione przed zniszczeniem i dlatego przewlekłe oddziaływanie może być szkodliwe nawet przy bardzo małym poziomie. 3. Z rozdziału XVII: Promieniowanie radiowe może wywoływać zmiany w  funkcjonowaniu membran komórkowych, komunikacji wewnątrzkomórkowej i  metabolizmie (…), przy poziomach promieniowania niższych niż obowiązujące normy. 4. Z rozdziału IX i XII raportu: Ludzie chronicznie poddawani ekspozycji na promieniowanie elektromagnetyczne o niskim poziomie pochodzącym z anten skarżą się na kłopoty z zasypianiem, poczucie silnego zmęczenia, bóle głowy, szumy w uszach, zaburzenia równowagi i orientacji, trudności z koncentracją, problemy z pamięcią (…). Te narzekania ludności są szeroko rozpowszechnione i stanowią przedmiot szczególnej troski społecznej w wielu krajach, w których rozwinięta jest technologia bezprzewodowa, to jest w Szwecji, Danii, Francji, Niemczech, Włoszech, Szwajcarii, Austrii, Grecji, Izraelu. Wprowadzenie telefonii bezprzewodowej trzeciej generacji w Holandii i związany z tym wzrost poziomu emisji promieniowania z anten zbiegły się z nagłą falą narzekań tamtejszej ludności na pogorszenie się stanu zdrowia.
Z rozdziału VIII: Istnieją wyraźne dowody świadczące o  tym, że pola elektromagnetyczne występujące na poziomie poniżej obowiązujących norm mogą wywoływać reakcje zapalne i alergiczne oraz zaburzać funkcjonowanie systemu immunologicznego”.
Zalecenia autorów raportu odnośnie do ekspozycji na pulsujące promieniowanie radiowe, pochodzące z anten nadawczych telefonii komórkowej, urządzeń wi-fi, WIMAX i innych podobnych źródeł (rozdział XVII): „Zaleca się przyjęcie wartości 0,1 μW/cm kwadratowy jako poziomu ostrzegawczego dla przestrzeni otwartej”.
Dla porównania, graniczna wartość dopuszczalna obowiązująca w Polsce jest sto razy wyższa.
Poziom ten powinien być jeszcze niższy w budynkach (…). Niektóre badania oraz wiele doniesień osób narażonych wskazują na występowanie negatywnych efektów zdrowotnych przy poziomach niższych od wyżej zalecanego.
Międzynarodowa Komisja do Spraw Bezpieczeństwa Elektromagnetycznego (ICEMS) zorganizowała w dniach 22 –24 lutego 2006 roku konferencję międzynarodową zatytułowaną: „Ostrożność w podejściu do pola elektromagnetycznego: Przesłanki, Prawodawstwo i Realizacja”. Gospodarzem spotkania było włoskie miasto Benevento. Naukowcy zebrani na konferencji poparli i rozszerzyli uchwałę podjętą w Katanii w 2002 roku oraz postanowili, co następuje: Zgromadzono znaczną ilość dowodów wskazujących na negatywny wpływ pola elektrycznego, magnetycznego i  elektromagnetycznego na zdrowie człowieka przy obecnie dopuszczalnych normach. Należy przeprowadzić  całościową, niezależną i przejrzystą analizę dowodów potencjalnego zagrożeniem dla zdrowia ludzkiego.
Środki na takie badanie są wysoce nieadekwatne pomimo nagłego wzrostu rozwoju technologii komunikacji bezprzewodowej oraz potężnych inwestycji w technologie przesyłania energii. Istnieją dowody na to, że obecnie źródła finansowania badań wpływają na nieobiektywną analizę i interpretację dowodów naukowych mając na celu odrzucenie dowodów wszelkiego prawdopodobieństwa zagrożenia dla zdrowia człowieka. Argumenty, iż słabe (o niskiej częstotliwości) pole elektromagnetyczne nie ma wpływu na system biologiczny nie znajdują obecnie potwierdzenia w opinii naukowców. Na podstawie naszej analizy naukowej możemy twierdzić, że zmiany biologiczne mogą nastąpić zarówno pod wpływem działania pól ELF1 EMF2, jak i RF EMF3. Dowody uzyskane w wyniku badań epidemiologicznych in vivo oraz in vitro pokazują, że działanie ELF EMF może doprowadzić do wzrostu zachorowań na nowotwór u dzieci, a także wywołać inne problemy zdrowotne, zarówno u dzieci jak i u osób dorosłych. Ponadto istnieje coraz więcej dowodów epidemiologicznych na to, że długotrwałe korzystanie z telefonów komórkowych prowadzi do wzrostu zachorowań na nowotwór mózgu. To pierwszy raz, gdy ta częstotliwość promieniowania pola magnetycznego (RF EMF) stała się przedmiotem dokładnych badań. Badania epidemiologiczne i laboratoryjne wskazujące na zwiększone ryzyko zachorowania na raka i inne choroby w wyniku narażenia w miejscu pracy na działanie pola elektromagnetycznego nie mogą być ignorowane. Badania laboratoryjne nad chorobą nowotworową wykazały, że nadwrażliwość na pole elektromagnetyczne może być uwarunkowana genetycznie. Zachęcamy rządy do przyjęcia wytycznych dotyczących narażania zarówno mieszkańców, jak i pracowników na działanie pola elektromagnetycznego, które odzwierciedlają Zasadę Ostrożności – jak to już uczyniło wiele krajów. Strategie ostrożności powinny narzucać określone standardy dotyczące projektowania i  funkcjonowania, a  nie muszą zawierać licznych progów dopuszczalności. Takie progi mogą być błędnie interpretowane jako granice, poniżej których zagrożenie nie istnieje.
Strategie te powinny:
6.1. Promować rozwiązania alternatywne dla systemów komunikacji bezprzewodowej, na przykład kable z włókna optycznego i węglowego, projektować telefony komórkowe, które spełniają normy bezpieczeństwa (w tym promieniowanie z dala od głowy), zachować istniejące naziemne sieci telefoniczne, skablować linie energetyczne znajdujące się w sąsiedztwie obszarów zaludnionych, pozostawić je na ziemi w dzielnicach mieszkaniowych tylko w ostateczności.
6.2. Informować społeczeństwo o potencjalnym zagrożeniu niesionym przez telefony komórkowe i telefony bezprzewodowe oraz zachęcać konsumentów do ograniczonego korzystania z telefonów komórkowych i używania linii napowietrznych w przypadku dłuższych rozmów telefonicznych.
6.3. Ograniczyć do minimum korzystanie z  telefonów komórkowych i telefonów bezprzewodowych przez dzieci i nastolatki oraz zakazać firmom telekomunikacyjnym kierowania swoich produktów do młodych odbiorców.
6.4. Zobowiązać producentów do zaopatrzenia każdego telefonu komórkowego i bezprzewodowego w zestaw głośnomówiący lub zestaw słuchawkowy.
6.5. Chronić pracowników przed działaniem sprzętu wytwarzającego pole elektromagnetyczne poprzez ograniczenie kontaktu i zastosowanie osłon przed polem elektromagnetycznym chroniących osoby i struktury fizyczne.
6.6. Planować lokalizację anten i masztów telekomunikacyjnych tak, aby zminimalizować ich wpływ na człowieka. Rejestrować stacje przekaźnikowe telefonii komórkowej w lokalnych urzędach planowania i wykorzystać technologie komputerowe dla informowania społeczności o ewentualnym zagrożeniu. Propozycje systemów bezprzewodowych dla miasta (na przykład: wi-fi, WIMAX, szerokie pasmo zamiast przewodów czy linii energetycznych) powinny być publicznie rozpatrywane pod względem potencjalnego narażenia na działanie pola elektromagnetycznego. W przypadku ich instalacji samorządy miejskie powinny publikować stosowne informacje i aktualizować je regularnie.
6.7. Wyznaczyć strefy wolne od technologii bezprzewodowej w  miastach, budynkach użyteczności publicznej (szkołach, szpitalach, dzielnicach mieszkaniowych) oraz w miejscach ogólnie dostępnych, aby zapewnić osobom nadwrażliwym na działanie pola elektromagnetycznego swobodne korzystanie z tych miejsc. ICEMS wyraża chęć pomocy władzom w stworzeniu planu badań nad polem elektromagnetycznym. ICEMS popiera stworzenie klinicznych i epidemiologicznych protokołów badań obejmujących ludzi wykazujących reakcje alergiczne, cierpiących na inne choroby lub wykazujących szczególną wrażliwość na działanie pola elektromagnetycznego, a zamieszkujących ten sam obszar geograficzny. Protokoły te dokumentowałyby skuteczność działań prewencyjnych. ICEMS zachęca do współpracy naukowej i wspólnej analizy wyników badań. 
Tego typu znanych rezolucji, apeli i opracowań doszukać się można w setkach. Stworzyli je specjaliści z różnych dziedzin – lekarze, fizycy, biolodzy, inżynierowie i  inni. Oczywiście, są również opracowania fachowców, którzy twierdzą, że nie ma żadnego szkodliwego oddziaływania na organizmy ludzkie. Te naukowe szmaty pracujące dla rządów i gigantów telekomunikacyjnych kłamią i są bezkarne. Dowodem niech będzie dokument stworzony w 2009 roku, a wyemitowany w telewizji w rok później. „Mózg w powodzi fal” to tytuł przetłumaczony z francuskiego oryginału: „Sous le feu des Ondes”. Nie wierzyłem, że kiedykolwiek zostanie nakręcony i wyemitowany tak obiektywnie przedstawiony faktyczny obraz oddziaływania fal elektromagnetycznych na ludzki organizm. W filmie wypowiada się kilku najwyższej światowej klasy specjalistów zajmujących się wpływem promieniowania elektromagnetycznego na ludzi i zwierzęta. Każdy z nich jednoznacznie stwierdził, iż nie ulega wątpliwości, że szkodliwość ta rzeczywiście istnieje i wielokrotnie kończy się śmiercią. Ostrzegali przed rozwojem nowotworów mózgu i innymi przykrymi chorobami. Jeden z profesorów, Andrew A. Marino, dosyć ciekawie rozpoczął badania w tym kierunku. Trzydzieści pięć lat temu napisał, że PEM może zakłócać funkcjonowanie organizmu. Adwokaci i naukowcy pracujący dla przedsiębiorstw energetycznych i producentów kuchenek mikrofalowych nawymyślali mu, nie analizując jego pracy. Tak się tym wkurzył, że poświęcił całe swoje życie na badaniu wpływu fal elektromagnetycznych na żywe organizmy, a zaczął od badań nad ich właściwościami leczniczymi, czyli dzięki temu profesorowi, prawie każdy z nas korzystał z rehabilitacji polegającej na leczeniu polem elektromagnetycznym. Konkludując swoją wypowiedź stwierdził krótko: szkodliwe! Analogicznie inni naukowcy w tym fabularyzowanym dokumencie przedstawili wyniki swoich kilkudziesięcioletnich prac. Niesamowity był widok komórki ludzkiej i to co się z nią dzieje podczas długiej ekspozycji na promieniowanie. To jest po prostu szok. Spece naukowi najwyższej klasy i renomy światowej opracowują i publikują publicznie dowody szkodliwości wpływu pola elektromagnetycznego na ludzi, a w Polsce nie robi się nic, tylko nadal bazuje się na opiniach „fachowców” pracujących dla operatorów i rządów. A spora plejada naukowców robi krecią robotę i do tego pobiera jeszcze kolosalne wynagrodzenia.
Jednym z nich jest pewien polski pan profesor1, który od wielu lat powtarza, że promieniowanie ze stacji bazowych nie ma wpływu na organizm człowieka. Gada głupoty, całkiem odmienne od tego, co publikował w swoich pracach, w których wyraźnie pisał, że promieniowanie elektromagnetyczne może być niebezpieczne dla zdrowia człowieka. Prace tego profesora prowadzone przez 20 lat wykazują pięciokrotny wzrost śmiertelności na białaczki u napromieniowanych poniżej norm ICNIRP. Także ogólny, podwójny wzrost śmiertelności jest przy takim okresie dowodem efektu rakotwórczego niesionego przez fale mikrofalowe niskiej mocy, ale w momencie kiedy pozywa się operatora – profesor zeznaje na jego korzyść. Jeszcze sobie zażyczył ponad 2 tysiące złotych za kłamliwą opinię w sądzie. Przed rozprawą napisał do sędziego, aby odrzucił i nie dopuścił do rozpoczęcia procesu. Ale tupet, ale chamstwo i gałganiarstwo. Podobne banialuki o braku oddziaływania pól elektromagnetycznych z BTS-ów i linii wysokiego napięcia opowiadają: profesor Trzaska, dr inż. Marek Szuba, dr Halina Aniołczyk i wielu innych naukowców jeżdżących z operatorami w miejsca instalacji stacji bazowych. Zapewniają ludzi o nieszkodliwości pola elektromagnetycznego. Dlaczego więc naukowcy, którzy nie są związani finansowo z operatorami twierdzą wprost odwrotnie?
Dzięki kłamliwym, szalbierczym i nieprawdziwym operatom, ocenom i opracowaniom korzystnym dla operatorów, umarła moja mama… Nie wiadomo, jaki los czeka moje dzieci, żonę i mojego ojca. Taki „ekspert” ogranicza mi prawo do obrony życia mojej rodziny oraz własności. Myśli sobie, że jak jest pupilkiem operatorów, to będzie robił, co mu się podoba we wszystkich zakresach. We własnym domu, to on może zainstalować sobie nawet działko tysiącwatowe i skierować wiązkę na klejnoty, aczkolwiek jego wiek mógłby nie pozwolić już na poczęcie dzieci, zresztą broń Boże. Wychowanie potomstwa w duchu i pod dyktat operatorów skutkuje przygotowaniem i uformowaniem takich samych „biegłych”, czyli oszukujących miliony w zamian za „sympatię” operatorów, jak również pozwala osiągać tym korporacjom olbrzymie zyski. Rozmawiałem nie tak dawno z innym profesorem, który również jest biegłym w tej materii. Zastrzegł sobie anonimowość i powiedział, że nigdy nie przyzna się, jak go wydam, bo nigdy nie otrzymałby zleceń od operatorów. Ponieważ zna mnie od dziecka, szepnął mi nieco więcej. To, co usłyszałem, jest zatrważające. Nie wiem, jak nazwać ludzi, którzy pracują w tej dziedzinie i wiedzą o śmiertelnym oddziaływaniu pola elektromagnetycznego i nic o tym nie mówią. Wprost przeciwnie – twierdzą, że jest to obojętne. To pospolici mordercy, ale nie tacy tuzinkowi, to ludobójcy. Niczym nie ustępujący doktorom przeprowadzającym eksperymenty w obozach śmierci. Zasada jest taka sama.
Media, operatorzy i urzędnicy non stop powtarzają, że telefony komórkowe ratują życie. Czyżby? W USA policzono, że na drogach tego kraju w ciągu roku ginie 2,6 tysiąca osób tylko z powodu rozmów przez telefon komórkowy. A ile ginie w Europie i na świecie? O tym się też milczy, chociaż te liczby są znacznie większe od liczby ofiar „terroru” w Nowym Jorku, który wstrząsnął światem. Zdarza się, że telefon komórkowy ratuje życie, ale bilansu się nie ujawnia. Terroryści mogą przez komórkę wywołać wybuchy bomb w dowolnym miejscu, wystarczy telefon z wibracjami. Mogą więcej… Od czasu do czasu zdarza się eksplozja telefonu komórkowego. Przykładem niech będzie śmierć dwudziestotrzyletniego chłopaka Gopala Gujjara – i nie był to zamach terrorystyczny. Podobne śmiertelne przypadki odnotowano już w Chinach, Nepalu, Indiach i Korei.
Gopal Gujjar, zmarł w wyniku ran prawego ucha, szyi oraz barków. Policja stanu Rajasthan w północno-zachodnich Indiach informuje, że nie było świadków zdarzenia. Jednocześnie przypuszcza, że powodem śmierci mężczyzny był wybuch baterii telefonu Nokia 1209. Szczątki komórki rozrzucone były w promieniu kilku metrów od zwłok.
Ale to małe piwko… Nie trzeba szukać daleko, otóż w Polsce, w Słupsku, przy ulicy Banacha w latach 90. zlokalizowano maszt, na którym zamocowano ponad 50 anten. Zgodnie z zezwoleniami na tym maszcie można zawiesić 65 anten. Ówcześni wiceprezydenci – Kubacki i Wojtkowiak – przekonywali ludzi w ratuszu, że na wieży zostaną zainstalowane jedynie 2 anteny: drugiego programu telewizji i radiolinia dla poczty. I zaczęło się – umieranie, w zastraszającym tempie. Łatwo można obliczyć, że wśród ludzi mieszkający przy tej wieży nastąpiła o 400% większa umieralność na raka.
Promień – 150 metrów od wieży oraz liczba rodzin – 1500. Szacunkowo rodzina ma średnio 4 członków, czyli w  sumie podstawą obliczenia było 6 tysięcy mieszkańców. Przy znalezionych współczynnikach zgonów (mężczyźni 264,9; kobiety 205,5) można stwierdzić, że w obszarze od zera do 150 metrów od wieży powinno być średnio 14 zgonów na raka na 6 tysięcy osób, ale w Słupsku na raka umarło przynajmniej 75, czyli 5 razy więcej. Ani jeden ze słupskich urzędasów nie widzi w tym nic niezwykłego. Wprost przeciwnie, cały czas twierdzą, że promieniowanie z wieży jest nie szkodliwe. Kierowniczka pobliskiej apteki niedługo po zainstalowaniu wieży zauważyła bardziej wzmożony ruch w interesie. Ludzie zawiązali komitet protestacyjny, zwrócili się o pomoc do różnych organizacji. Udowodnili prawnie, że stacja jest zbudowana nielegalnie, ale kto w Polsce słucha ludzi, jaki prokurator, jaki sąd? Tylko przed wyborami rządzący oszukują ludzi i obiecują przeniesienie tej wieży w inne miejsce. Po wyborach lokalizacja oczywiście się nie zmienia. W tym momencie powinny paść niecenzuralne słowa pogardy dla morderców: polityków i urzędników. Operatorzy wraz z urzędniczą bandą robią wszystko, aby ograniczyć obronę ludzi przed ochroną życia własnego, swoich dzieci i bliskich. Na wszelki wypadek, gdyby w  przyszłości okazało się, że promieniowanie ze stacji jest szkodliwe, nasza rządowa klika zabezpieczyła się, usuwając z polskiego wykazu chorób zawodowych – chorobę mikrofalową. Instytut Ecolog analizuje między innymi fałszerstwa fizyka – M.H. Repacholi – naukowca związanego z przemysłem telefonii komórkowej. Sprawa zaczęła się od eksperymentów dotyczących szkodliwości pola elektromagnetycznego przeprowadzonych w szpitalu w Australii, pod kierunkiem profesora Tony Bastena. Repacholi jako przedstawiciel komórkowego lobby przekazał na te badania 4 500 000 dolarów, pochodzące od australijskiego operatora Telstra, operatorów Optus i Vodafone oraz rządu australijskiego. Repacholi, z wykształcenia fizyk, w tym czasie nie miał żadnych doświadczeń w przeprowadzaniu eksperymentów medycznych. Dziwnym trafem Repacholi, a nie profesor Tony Basten, pojawił się w bazach danych jako autor badań, czyli człowiek, który oświadczał i głosił, że komórki są bezpieczne, stał się oficjalnym autorem badań, mogących zaszkodzić rozwojowi telefonii komórkowej. To było oczywiście najlepszą rekomendacją dla jego stanowiska w światowej organizacji zdrowia.
Zwracanie się do urzędników, polityków i posłów to zawracanie kijem Wisły. Odpowiadają szablonowo albo nie odpowiadają wcale. Liczą się dla nich tylko oceny i opracowania brzmiące korzystnie dla operatorów. Nie biorą pod uwagę ani jednej pracy i opinii profesorów, którzy pracują nad tym zagadnieniem od ponad 30 lat. Potrafią nawet odpisać, że aby postawić taką stację, należy uzyskać ocenę oddziaływania na środowisko i powinny zostać przeprowadzone konsultacje społeczne. I są to odpowiedzi na pisma, w których podnoszone jest, że dana stacja bazowa nie posiada takiej oceny i nie były w tym zakresie przeprowadzone konsultacje społeczne. To znaczy, że nawet nie czytają nadesłanych pism, tylko dla wypełnienia statystyki odpisują szablonowo i nie na temat. Biuro poselskie niejakiego Rokity1 wyraziło nawet głęboką dezaprobatę
w stosunku do „takiego zachowania”. Prezes „Stowarzyszenia przeciwko elektroskażeniom, Zbigniew Gelzok zwraca się do przedstawiciela państwa polskiego (Marii Rokity), aby pomógł walczyć z oszustwami urzędników i operatorów, a bezmózgowiec z jego biura poselskiego odpisuje, że bojaźń o własne i czyjeś życie to zachowanie godne łotrzyka. Myślę, że powaga i prestiż biura poselskiego nie powinny hańbić się działalnością godną niskiego formatu tępaków.
Jak już wcześniej pisałem, bonzowie zasłaniają się wartością polskiej normy, która według wielu lekarzy zajmujących się badaniami nad szkodliwością pola elektromagnetycznego, jest zawyżona i szkodliwa. Zdaniem operatorów, urzędników i „specjalistów” pracujących na zlecenie potentatów telekomunikacyjnych, poziom promieniowania w zakresie do 0,1 wata/m² to wielkość, która nie ma znaczenia i wpływu na organizm żywy. Twierdzą tak inżynierowie z całkowicie innych branż naukowych, technicy ochrony środowiska, urzędnicy, którzy nie rozumieją i nie potrafią czytać zwykłych paragrafów w KPA, a co dopiero kiedy należy uzmysłowić sobie treści ustaw z zakresów kilku praw. A także politycy i innego autoramentu „fachowcy” udający, że się znają na tej problematyce. A  profesorowie, którzy od ukończenia studiów ślęczą nad tą specjalizacją twierdzą odwrotnie. Niektórzy utrzymują, że wartość 0,01, a nawet 0,001 W/ m² jest już ilością szkodliwą.
Nie dość, że większa część z nich nie ma naukowego i medycznego przygotowania do oceniania wpływu na organizm ludzki, to jeszcze dokonuje hochsztaplerstwa. W Rzeszowie, w 2006 roku, kierownik organu administracji publicznej sporządzał dla operatorów telefonii komórkowej raporty o oddziaływaniu fal na środowisko i sam je opiniował biorąc za to pieniądze. Dyrektor Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Rzeszowie wiedział o tym przestępczym procederze. Ponadto nie mając do tego prawa posługiwał się pieczątką, która w roku 2001 utraciła moc, czym popełnił kolejne przestępstwo. A ile jest takich niewykrytych krętactw? Setki, jeśli nie tysiące!
Bandytyzm i gałganeria w wykonaniu kolektywu organo-operatorskiego objawia się w pałowaniu ludności broniącej swojego zdrowia i życia. Podczas nielegalnej budowy stacji bazowej w Lublinie zebrał się komitet protestacyjny. Polska mafia telefonii komórkowej zleciła „posprzątanie śmieci” innej podległej w tym momencie im grupie oprychów1 – policji. Kiedy naprzeciwko mojego okna montowali stację bazową, policja nie mogła zrobić nic dla dobra i ochrony mieszkańców. Ale kiedy montowali, też nielegalnie, taką stację w Lublinie i ludzie zaczęli protestować, to policja zaprowadziła porządek pałami. Państwo, czyli politycy nie szanują naszych praw i odbierają nam zdrowie, a jak sami się bronimy, to za to, że chronimy własne dzieci i życie biją nas i poniżają. Czyż nie jest to zachowanie godne okupanta i ciemiężcy? Jak najbardziej, dlatego wielokrotnie na łamach tej lektury nazywam w ten sposób tę grupę społeczną. Zasób słownictwa mam podobno bardzo szeroki i rozległy, zapewne mógłbym i chciałbym używać wielu bardziej dobitnych nazw, ale nie każdy czytelnik lubi słowa mocne i trafnie określające realia. Kamaryla tych świń tak się wycwaniła, że potrafi montować BTS-y w nocy. Nie dość, że robią to, aby nie było sprzeciwów, to jeszcze zakłócają ciszę nocną. Ludzie wstają, a tu poranny grzybek. Osoby uświadomione nie chcą, aby w ich pobliżu lokalizowano stacje bazowe. Jest tyle miejsc na odludziu, gdzie można zlokalizować takie urządzenia. Operatorzy sieci komórkowych to jedni z najbogatszych sektorów na świecie. Stać ich na budowę anten satelitarnych tak, jak to robi się na pustkowiu i pustyniach. Dlaczego kosztem naszego zdrowia i życia mamy płacić za oszczędności operatorów? Jak to jest? W trakcie walki z oszustami z urzędów udało się wyegzekwować sporo wyroków, z treści których wynika, że stacje bazowe wybudowane bez zgody stron są nielegalne. Z pisma z tego roku, skierowanego do Prezesa Stowarzyszenia Przeciwko Elektroskażeniom przez najważniejszego urzędnika państwowego w  zakresie prawa administracyjnego (Prezesa Sądu Administracyjnego, profesora Hausera), jasno wynika, że: „wszystkie inwestycje dotyczące realizacji urządzeń emitujących pole elektromagnetyczne zaliczanych do przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko wymagają uzyskania pozwolenia na budowę, niezależnie od miejsca i sposobu usytuowania oraz zakresu tej inwestycji”. Od 2000 roku właśnie takimi, wręcz identycznymi słowami, jakich używa profesor Hauser, piszę do: wydziału architektury w mojej dzielnicy, Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego, Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, Powiatowego Inspektora Sanitarnego, Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego, Głównego Inspektora Sanitarnego, Ministerstwa Zdrowia, Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska, Ministerstwa Ochrony Środowiska, Biura Ochrony Środowiska w urzędzie miasta stołecznego Warszawy, Ministerstwa Sprawiedliwości, Biura Architektury i Planowania Przestrzennego w Warszawie, prezydentów Warszawy (najpierw Lecha Kaczyńskiego, potem Hanny Gronkiewicz -Waltz), Najwyższej Izby Kontroli, Wydziału Spraw Społecznych i Zdrowia w mojej dzielnicy, Burmistrza dzielnicy Białołęka, Przewodniczącego dzielnicy Białołęka, Rady dzielnicy Białołęka, radnych dzielnicy Białołęka, Biura Naczelnego Architekta Miasta, Rzecznika Praw Obywatelskich, Prokuratury Rejonowej, Sądów Administracyjnych i Sądu Cywilnego. I – i nic. Prawo swoje, a reprezentanci prawa orzekają odwrotnie, jak wskazuje profesor Hauser. Po co oni tam siedzą? Za co pobierają pieniądze? Za co płacimy urzędnikom, którzy nie potrafią czytać i nie rozumieją tego, co czytają? Ale oni dokładnie wiedzą, co czytają, a część z nich nawet doskonale to rozumie. Ale stoją murem za bogatymi przedsiębiorstwami i firmami, a nie za tymi, którzy ich utrzymują. Nazwiska, które pojawiają się pod odpowiedziami na moje pisma, należą do bardzo znanych osobistości, które często w wyniku zasług zostały przeniesione na jeszcze wyższe szczeble w hierarchii administracyjnej i w związku z tym ciąży na nich jeszcze większa odpowiedzialność. A oni najzwyklej na świecie nie potrafią przetrawić jednego zdania na polski język. No, chyba, że wiedzą, jak czytać i rozumieją to, co czytają, ale wtedy to już denuncjują się jako przestępcy. Pod bezprawnymi pismami podpisywali i podpisują się ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o prawie administracyjnym lub celowo zatajali i zatajają prawdę. Są odpowiedzialni za śmierć mojej mamy i choroby mojej całej rodziny. Do wielu polityków i urzędników pisałem imiennie (Waltz, Kaczyński, Tusk, Piecha) – odpowiadano mi w ich imieniu. Ale jeśli dobiera się do swojej ekipy doradców – głupców i krętaczy, to znaczy, że nie ma się zamiaru postępować praworządnie i zgodnie z prawem. Urzędol dobrze wie, że nie ciąży na nim żadna odpowiedzialność, nawet jeśli skrzywdzi swoimi decyzjami miliony. Tak, miliony, bo sami bezczelnie twierdzą, że nie wiadomo, jakie skutki przyniesie nam ekspozycja pola elektromagnetycznego za 10, 20 czy 30 lat. Nie oznacza to, że wśród urzędników nie ma ludzi prawych. Jak wszędzie znajdzie się „czarna owca”. Wojewoda Kujawsko-pomorski, Zbigniew Mioduszewski, to niespotykany jak dotąd wzór sprawiedliwego urzędnika. Widocznie nie brał od operatorów i nie bał się pryncypałów. Urząd w Brodnicy wiele razy odmawiał operatorowi zlokalizowania śmiercionośnej inwestycji. Uzasadnił to tak: oddziaływanie bowiem projektowanej inwestycji na nieruchomości sąsiednie, sprowadza się do powstania ograniczeń w inwestowaniu, gdyż w określonej odległości od instalowanych urządzeń nie będzie można rozbudować istniejących domów mieszkalnych ponad określoną wysokość, a w przypadku budowy nowych domów liczyć się będzie trzeba z koniecznością ograniczenia ich wysokości1.
Podobną opinię ekonomiczną wydał Kierownik Katedry Teorii i Programowania Rozwoju Wydziału Zarządzania i Informatyki, prof. zw. dr hab. Franciszek Piontek: Przewidywane ekonomiczne skutki stacji bazowych telefonii komórkowej dla gminy Brodnica mogą być i  będą następujące:
spadek ceny działek budowlanych o  kilkadziesiąt procent, spadek efektów ekonomicznych, także upadłość firm produkcyjnych (głównie budowlanych) i gastronomicznych funkcjonujących w gminie Brodnica, dodatkowa migracja z gminy Brodnica. Konsekwencją przewidywanych skutków ekonomicznych mogą być (i tego należy się spodziewać) pozwy sądowe wobec Urzędu Gminy, żądające stosownych odszkodowań z tytułu poniesionych strat.
Wojewódzki sąd administracyjny w wyroku2 z 12 kwietnia 2007 roku orzeka następująco: Właściciel nieruchomości ma prawo uczestniczyć w wydawaniu pozwolenia na budowę nie tylko dla działki sąsiedniej. Może się sprzeciwić zabudowie działki położonej dalej, jeśli wznoszony obiekt miałby szkodliwy wpływ na jego własność. BTS-y takimi tworami są, a nikt nie pyta ludzi o zdanie.
Kolejny dowód – wyrok NSA z 2 lutego 2009 roku: Brak udziału społeczeństwa powoduje, że decyzje związane z budową masztów telefonii komórkowej stają się nieważne3. Przegląd planów zagospodarowania przestrzennego w całej Polsce świadczy o tym, że istnieje wieleset uchwał zabraniających budowy masztów komórkowych na terenach osiedli mieszkaniowych w całym kraju. Ochronę ludności przed promieniowaniem wprowadziły między innymi rady miejskie: w Gdańsku, Sopocie, Stargardzie Szczecińskim, Bydgoszczy, Poznaniu, Wrocławiu, Legnicy, Świdnicy, Krakowie. Szczególnie dużo uchwał ograniczających budowę masztów przypada na lata: 2006 i 2007. Jest sporo ludzi mówiących ludzkim językiem. Ciekawym przypadkiem jest postać Bolesława Piechy, który będąc posłem bardzo przychylnie zwracał się do poszkodowanych przez działanie pola elektromagnetycznego.
Po nominacji na wiceministra zdrowia zmienił swój stosunek o 180 stopni, zaczął opiniować i odpowiadać odwrotnie, czyli zgodnie z zaleceniami operatorów i organów państwowych. Proszę, jak to bojaźń o utrzymanie stanowiska zmienia ocenę i spojrzenie na świat.
A co na pewne protesty mówi świat?
Sąd Cywilny z Nanterre (Hauts-de-Seine) po raz pierwszy we Francji wydał w drugiej instancji wyrok nakazujący rozbiórkę stacji telefonii komórkowej Bouygues Télécom w  Tassin-La-demi-Lune (Rhône) zastosowując zasadę ostrożności, o której wypowiedział się w rezolucji z 4 września 2008 roku Parlament Europejski. Sąd wyszedł z założenia, że istnieje potencjalne zagrożenie zdrowia mieszkańców. Dlatego Bouygues Télécom ma zapłacić każdej z trzech skarżących rodzin po 3 tysiące euro ze względu na ekspozycję na promieniowanie zagrażające ich zdrowiu.
W swojej wypowiedzi na France International adwokat skarżących rodzin, Richard Forget, wyjaśnił, że ten wyrok może być punktem zwrotnym w orzecznictwie sądowym. Pan Forget opowiadał, że sąd nie przyznając racji żadnej ze stron, stwierdził obiektywne istnienie naukowej dysputy w temacie zagrożenia przez pola elektromagnetyczne z masztów stacji bazowych telefonii komórkowej. Sąd z Nanterre stwierdził w uzasadnieniu wyroku:
Ponieważ istnieje potencjalne ryzyko dla zdrowia mieszkańców trzeba stosować zasadę ostrożności1.
Obrońca podkreśla, że jest to pierwszy tego typu wyrok we Francji i dodaje, że demontaż stacji bazowej musi być wykonany w ciągu 4 miesięcy od dostarczenia wyroku pod zagrożeniem karą 100 euro za każdy dzień spóźnienia. Te 3 rodziny podały sprawę do sądu ze względu „na silne oddziaływanie na sąsiedztwo” oraz podkreślili fakt, że nie ma dowodów na nieistnienie zdrowotnego ryzyka.
Ludzie, którzy mają świadomość zagrożenia, jakie niosą za sobą BTS-y, poszukują terenów wolnych od blisko sąsiadujących stacji bazowych. Rozumiem, ale nie każdego stać finansowo na taki wybór. Nie każdy potrafi mieszkać w innym miejscu, niż to, w którym się urodził, wychował i mieszka od zawsze1. Od jakiegoś czasu operatorzy wraz z urzędnikami oferują społeczeństwu darmowy Internet. A co to takiego, tak naprawdę? Darmowy Internet to technologia manipulacji mas WiMAX przez nieustanne napromieniowanie pulsującymi polami elektromagnetycznymi! Technologia WiMAX to ulepszona w zasięgu i szybkości wersja WLAN. Gdy przy WLAN osiąga się zasięgi od 30 do 100 metrów, to WiMAX pozwala na przesył danych na znacznie większe odległości, nawet do 50 kilometrów. Podczas gdy prędkość transmisji WLAN to maksymalnie 3 megabajty na sekundę, WiMAX osiąga 23 razy więcej – 70 megabajtów na sekundę. W przeciwieństwie do GSM, UMTS czy WLAN, WiMAX można skonfigurować na różne sposoby zależnie od sytuacji, zmieniać dostęp i modulację. Sygnały WiMAX mogą pulsować w różnych częstotliwościach. Firmy z reguły trzymają w tajemnicy charakterystyki sygnałów WiMAX, szczególnie kanału organizacyjnego. Istnieje wiedza o modulacji sygnałów w celu manipulacji ludzi. WiMAX ze swoją elastycznością w konfiguracji nadaje się idealnie do ataku rezonansowego i jest używany jako broń elektromagnetyczna przeciwko ludziom i  urządzeniom elektronicznym. Szkodliwość WiMAX wynika z  pulsujących pól elektromagnetycznych. Wielu ważnych w tej dziedzinie badaczy ostrzega przed tą technologią.
Eksperymenty polowe szwajcarskiej Swisscom na początku roku 2008 w Boltigen wykazały, że technologia WiMAX wymaga dopracowania i w aktualnej formie się koncernowi nie opłaca. Swisscom stawia na Internet satelitarny.
Ale ludzie widzą w tym całym projekcie tylko jeden aspekt: za darmo! I w ten sposób omamia się naród. Jacy ci operatorzy i urzędnicy są dla nas dobroduszni. Nie buntujmy się, pozwólmy im dalej odbierać nam zdrowie. A  kto tak naprawdę wie, co będzie zainstalowane w tych wszystkich przekaźnikach do darmowego Internetu…
Pewnej wiosny, nie tak dawno, zagaiłem do kolegi w temacie pszczół. Zgodnie stwierdziliśmy, że rzeczywiście prawie ich nie ma… Właśnie w ostatnich latach wprowadzono na masztach telefonii w Polsce: EDGE, WiMAX z zasięgiem do 50 kilometrów i UMTS. W nowych systemach przekazów bezprzewodowych stosowane są specjalne częstotliwości nośne oraz częstotliwości przerw, jak na przykład 8,3Hz, które są podobne lub takie same, jak w organizmach żywych. Czyli w organizmach pszczół może dochodzić do rezonansu elektromagnetycznego. Nadajniki pól mikrofalowych są źródłem tak zwanych pól skalarnych Tesli. Nie ma przyrządów do pomiarów tych pól, a pomimo to są one wykorzystywane! Istnieje ścisły związek (w latach 2007–2008) pomiędzy instalacją EDGE, UMTS czy WiMAX oraz początkiem wymierania kolonii pszczół w Polsce. Jeśli chodzi o  zdychanie pszczół w  rzeczywistych warunkach napromieniowania od masztów telefonii komórkowej, znane są doświadczenia polowe grupy pszczelarzy i przeciwników budowy masztów – panów Jakoba i Löpfes ze Szwajcarii. Ta grupa była w stanie zmierzyć faktyczną ekspozycję pola elektromagnetycznego prawidłowymi instrumentami. Przy napromieniowaniu kolonii pszczół skoncentrowano się na ekspozycji przez nadajniki GSM 900 MHz, GSM 1800 MHz i UMTS 2100 MHz. Ekspozycję WLAN Access – Points i telefonów bezprzewodowych DECT nie badano, gdyż tego rodzaju napromieniowania w ulach normalnie nie ma. Dwanaście uli ustawiono w kierunkach promieniowania masztów w odległości 200 metrów tak, by miały one kontakt z padającą na ziemię wiązką pola elektromagnetycznego. Odpowiednio umieszczono grupy kolonii kontrolnych, które były chronione przed napromieniowaniem przez ukształtowanie terenu. Próby trwały 12 miesięcy. Oto wyniki1: – mała produkcja miodu pomimo sztucznego odżywiania (też płynnego), – zmniejszenie pszczół noszących pyłek kwiatowy, – tylko nieliczne pracownice wracały do ula z nektarem lub wodą, – pomimo dużych uli liczba pszczół wzrastała bardzo wolno w porównaniu do kolonii kontrolnych, – śmierć pracownic była przyczyną wolnego rozwoju kolonii, – śmierć pracownic była przyczyną słabej produkcji miodu.
Wniosek: w warunkach ekspozycji na działanie pola magnetycznego hodowla pszczół jest niemożliwa. Ale cóż, po co nam pszczoły? Żywność modyfikowana genetycznie, coraz częściej sprowadzana zza granicy, obejmująca część rynku, to „naturalne i ekologiczne jedzenie”. GMO także jest odpowiedzialne za masowe wymieranie pszczół i innych owadów pomocnych i niezbędnych w symbiozie z człowiekiem. Pod wpływem nacisków społecznych i  pewnie ze względów wyborczych, rząd francuski jest gotowy w  niektórych miastach na zasadzie eksperymentu zmniejszyć dopuszczalne wartości pola elektromagnetycznego do wartości podanych w zaleceniach BioInitiative, czyli do około 1000 mikrowatów na metr kwadratowy. W 10 punktach rozporządzenia ministerstwa rząd zabrania między innymi używania komórek przez dzieci poniżej 6 roku oraz używania komórek w szkołach podstawowych.
Z  obawy przed promieniowaniem 2 izraelskie ministerstwa: Łączności i Ochrony Środowiska, zakazały operatorom komórkowym sprzedaży domowych przyłączy internetowych i telefonicznych, opartych o wykorzystanie modemów bezprzewodowych. Operatorzy telefonii
komórkowej będą zmuszeni „odstawić na półkę” plany odgrywania znaczącej roli na rynku domowych systemów telekomunikacyjnych w  Izraelu. Ministerstwo Łączności oraz Ministerstwo Ochrony Środowiska uzgodniły, że sprzedaż domowych przyłączy internetowych i telefonicznych, opartych o wykorzystanie modemów bezprzewodowych, zostanie zakazana. Modemy takie zapewniają nieprzerwaną łączność ze stacją bazową telefonii komórkowej, zastępując tradycyjne połączenie kablowe pomiędzy telefonem stacjonarnym a centralą telefoniczną. Oddziaływanie na środowisko i ludzi, zarówno po stronie modemu, jak i stacji bazowej występuje przez cały okres korzystania z telefonu domowego lub Internetu. Oddziaływanie stacji bazowej podczas korzystania z Internetu jest znacznie silniejsze, a przy tym z reguły dłuższe, niż podczas rozmowy telefonicznej. Firma Cellcom, będąca w tej nowej dziedzinie liderem rynkowym, już usunęła z własnej witryny internetowej reklamy takich urządzeń. Na decyzji rządu bardzo zyskała firma Bezeq i inni dostawcy usług telekomunikacyjnych, bazujących na sieci kablowej. Kwestia wyniknęła, kiedy szef wydziału radiacyjnego w Ministerstwie Ochrony Środowiska, dr Stiliyan Galberg, zobaczył reklamę domowych systemów łączności, nie zostawszy wcześniej poinformowanym przez operatorów o zamiarze ich sprzedaży. Galberg obawiał się, że upowszechnienie się tych systemów wywoła potrzebę postawienia tysięcy nowych anten koniecznych do ich funkcjonowania, co z kolei spowoduje znaczny wzrost promieniowania elektromagnetycznego w środowisku. Ministerstwo Ochrony Środowiska zwróciło się z tą kwestią do Ministerstwa Łączności twierdząc, że izraelskie prawo dotyczące promieniowania niejonizującego obliguje do kierowania się zasadą przezorności i tylko w uzasadnionych przypadkach zezwala na ekspozycję ludności na promieniowanie. „Chcąc rozmawiać przez telefon w samochodzie, nie mamy wyboru i musimy łączyć się przez anteny, ale w domach komunikacja telefoniczna może odbywać się poprzez sieć kablową”,oznajmił Galberg przedstawicielom biznesu. Początkowo ministerstwo łączności nie zajęło stanowiska i pozwalało firmom komórkowym rozpowszechniać domowe, bezprzewodowe systemy łączności, jednak ostatnio miało miejsce spotkanie pracowników obu ministerstw w tej sprawie. Podczas wspólnej rozmowy przedstawiciele Ministerstwa Łączności zgodzili się, że jedynym uzasadnieniem świadczenia tych usług jest zasada technologicznej neutralności, według której Ministerstwo Łączności oferuje społeczeństwu różne technologie, a społeczeństwo wybiera te, które najbardziej mu odpowiadają. Z kolei według Ministerstwa Środowiska usługa doprowadzi do znacznego wzrostu poziomu promieniowania, na które społeczeństwo będzie eksponowane właśnie „bez żadnego uzasadnienia”. Wobec tego zgodnie przyznano, że należy natychmiast zakazać operatorom sprzedaży domowych bezprzewodowych systemów telekomunikacyjnych.
„Prawo zmusza nas do postępowania według zasady przezorności – stwierdził Galberg – kiedy operatorzy dostają od nas wytyczne, a mimo to któryś z nich sprzedaje domowe systemy łączności, postępuje wbrew prawu. Sprzedaż tych urządzeń będzie dozwolona tylko tam, gdzie nie ma okablowania, jak w przypadku oddalonych domów, które nie mogą być podłączone do kabli”. Rodzi się pytanie, czego można nauczyć się z takiego obrotu sprawy. Dr Galberg stwierdził: „Po przedyskutowaniu całej sprawy w celu wyciągnięcia wniosków, pierwsze, co oznajmiliśmy operatorom, to żeby następnym razem najpierw nas pytali. Nie przyjęli tego z zachwytem, ale na pewno ze zrozumieniem. Odpowiedzieli, że „sprawa jest przez nich badana”. Minister Ochrony Środowiska, Gilad Arden, powiedział: „Kwestie zdrowotne są ważniejsze niż jakiekolwiek kwestie ekonomiczne i w tej sprawie nie zamierzamy ulegać żadnym kompromisom”. No cóż, widać, że w niektórych krajach dba się o zdrowie i życie swoich obywateli, a w moim kraju – odwrotnie.
Rząd francuski zaleca używanie komórek pozwalających wysyłać tylko tekst (tak zwane SMS) oraz popiera komórki bez głośników, które wymagają słuchawek, co pozwala zmniejszyć ryzyko napromieniowania. Oznacza to również, że po trzech latach sporów specjaliści francuscy z IARC mają wreszcie wersję kompromisową raportu Interphone, który
udowadnia ryzyko zdrowotne, z jakim wiąże się używanie telefonów komórkowych.
Ważne jest, że rząd francuski po wielu procesach o odszkodowanie uznał ryzyko dla zdrowia w napromieniowaniu polami elektromagnetycznymi od komórek i od masztów telefonii komórkowej, na zasadach zaleceń z raportu uczciwych naukowców BioInitiative i nie wziął pod uwagę poziomów pola elektromagnetycznego głoszonych przez ICNIRP – klubu mafii telefonii komórkowej. A u nas? Tylko reklamy: „kup dziecku komórkę na gwiazdkę”…
Także francuski senat zabronił używania telefonów komórkowych przez uczniów w szkołach podstawowych i gimnazjach. Powód? Wysoka szkodliwość dla zdrowia, zwłaszcza dla dzieci. Również operatorzy sieci komórkowych nie mogą adresować swoich reklam do dzieci poniżej 14 roku życia.
Szerokopasmowe mierniki typu MEH produkowane od dziesiątków lat przez Politechnikę Wrocławską, używane przez prawie wszystkie polskie pracownie pomiarowe, nie nadają się do kontroli przekraczania polskiej normy emisji pól elektromagnetycznych! Odpowiedzialnym za dopuszczenie do ich używania jest profesor Trzaska. Podobną opinię przedstawił mi1 ekspert (oczywiście ulubieniec operatorów) z WIOŚ. To tak, jakby zmierzyć odcinek miarką, która zamiast faktycznego centymetra ma naniesioną wartość siedmiu dziesiątych centymetra.
Polska norma dla ekspozycji ludności przez pola elektromagnetyczne telefonii komórkowej to 100 000 mikrowatów na metr kwadratowy (0,1 W/m2 około 6,14 V/m – norma to 7V/m). Mierząc dopiero od wartości 265 252 mikrowatów na metr kwadratowy czyli od około 0, 27 watów na metra kwadratowy pomiarowcy mają 2,7-krotny odstęp i zabezpieczenie, tak że przekroczeń normy nie zmierzą!
Pomiary dopiero od 10 V/m poza zakresami polskiej normy 7 V/m, to najprawdopodobniejsza metoda oszustwa stosowana nagminnie w Polsce.
Aktualnie na drodze sądowej próbuje się zdobyć nakaz zniszczenia instrumentów do pomiarów fal elektromagnetycznych wzdłużnych i tak zwanego potencjału skalarnego, skonstruowanych przez grupę profesora Meyla. Według rektora, dziekana i  prodziekana wydziału szkoły FH Furtwangen, potencjały skalarne Tesli fal elektromagnetycznych nie istnieją, dlatego nie mają one biologicznego wpływu. Za próbą zniszczenia badań profesora Meyla stoją oczywiście lobbyści przemysłu telefonii komórkowej. Dotychczas spowodowali oni już dymisję wicerektora szkoły technicznej FH Furtwangen. Nie rozumiem również, po co informuje się operatora o momencie przeprowadzania pomiarów. To tak, jakbym chciał złapać złodzieja i na kilka godzin wcześniej zadzwonił do niego i powiedział mu, że jutro będziemy go namierzali na tej czy innej ulicy, paranoja!
„Zwolennicy tezy o  praktycznym braku szkodliwości promieniowania masztów telefonii komórkowej sami sobie przeczą, powołując się na normy promieniowania. Bo czymże jest sam fakt istnienia normy, jak nie oficjalnym przyznaniem racji tezie, że co za dużo, to niezdrowo” – pisze dr Tomasz Kozłowski, który jest profesorem Politechniki Świętokrzyskiej, prodziekanem do spraw badań i kontaktów międzynarodowych Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska Politechniki Świętokrzyskiej. Pozwolę sobie na przytoczenie jego artykułu:

Niektóre wypowiedzi w „Gazecie” na temat budowy masztu telefonii komórkowej na kieleckim Malikowie skłoniły mnie do napisania własnej opinii w tej sprawie. Mam nadzieję, że poniższe informacje choć trochę rozjaśnią mroki tej tematyki.
Anteny nadajników telefonii komórkowej posiadają charakterystykę kierunkową, która sprawia – w  połączeniu z lokalizacją na wysokości 20 – 40 metrów – że bezpośrednio pod nadajnikiem tzw. gęstość strumienia mocy promieniowania jest stosunkowo mała. Jednak wraz ze wzrostem odległości gęstość strumienia mocy promieniowania na poziomie gruntu wzrasta i osiąga trzy maksima w odległościach 8, 20 i 60 m i zależnie od ukształtowania terenu utrzymuje następnie wysoką wartość w strefie 60 – 300 m od nadajnika. W tym aspekcie absolutnie nie mogą dziwić obawy osób mieszkających względnie daleko od nadajnika. Czy jednak jest się czego obawiać? Wszak normy będą spełnione, a prezydent obiecuje pomiary kontrolne. Co do norm: zostały one ustalone zbyt arbitralnie. Zauważmy przy okazji, że zwolennicy tezy o praktycznym braku szkodliwości promieniowania sami sobie przeczą, powołując się na normy promieniowania; bo czymże jest sam fakt istnienia normy, jak nie oficjalnym przyznaniem racji tezie, że co za dużo, to niezdrowo? Obowiązujące w Europie normy są oparte na zaleceniach międzynarodowej komisji ICNIRP, dotyczących głównie zjawisk zachodzących przy krótkich czasach grzania tkanek biologicznych. Zalecenia te nie są uznawane przez liczne grupy naukowców, w tym cieszącą się dużym prestiżem grupę BioInitiative. W podsumowaniu obszernego raportu BioInitiative stwierdzono, że istniejące normy dotyczące bezpieczeństwa nie stanowią gwarancji ochrony zdrowia. Napisano między innymi: „Podstawowe ograniczenia nie powinny być traktowane jako precyzyjnie wyznaczone wartości, poniżej których nie wystąpią żadne efekty niepożądane dla zdrowia, a powyżej których jakieś jasno określone działania niepożądane się pojawią.
W wyniku przeprowadzonych badań socjologicznych odkryto wzrost objawów spowodowanych bliskim sąsiedztwem źródeł pól elektromagnetycznych, takich jak stacje bazowe. We Francji w 2002 roku stwierdzono, że ludzie mieszkający w sąsiedztwie stacji nadawczej (w promieniu 300 metrów dla obszarów wiejskich oraz 100 metrów dla miast) zgłaszali różnego rodzaju objawy, takie jak zmęczenie, bóle głowy, zaburzenia snu oraz pamięci. Podobne wyniki badań zaobserwowano w Hiszpanii, Egipcie, Polsce oraz Austrii. Często przywoływane porównanie o potężnej różnicy pomiędzy promieniowaniem emitowanym przez przyłożony do ucha telefon a tym związanym z działającym w pobliżu nadajnikiem, przemawiające rzekomo na korzyść tego ostatniego, wymaga dwóch komentarzy. Po pierwsze: z telefonu mogę korzystać lub nie, rozmawiać długo lub krótko – to mój wybór. Promieniowanie emitowane przez nadajnik działa niezależnie od mojej woli, bez przerwy, w dzień i w nocy. I tu dochodzimy do drugiej kwestii. Redaktor Ziemowit Nowak stwierdza w „Gazecie”, że szkodliwość promieniowania zależy od odległości i energii, ani słowem nie wspominając, że również od czasu ekspozycji. W tym właśnie zasadza się główny problem ze stacjami bazowymi. Ponadto z  punktu widzenia biologii jest istotna różnica w  absorpcji promieniowania przez tkankę mózgową ludzi dorosłych i dzieci, u których w niedostatecznym stopniu rozwinęły się struktury kostne czaszki, stanowiące tu pewną ochronę. Przechodząc do pomiarów kontrolnych: są one, delikatnie mówiąc, mało miarodajne. Z jednej strony słabe przygotowanie lub nierzetelność osób prowadzących pomiar może łatwo prowadzić do wyników dwu – trzykrotnie zaniżonych. Wystarczy na przykład prowadzić pomiary na statywie w punkcie minimalnego strumienia. Z drugiej, istnieje możliwość manipulacji wartością strumienia przez zdalne sterowanie mocą stacji lub kątem nachylenia wiązki pola elektromagnetycznego. Wielu operatorów utrzymuje, że powinni być informowani o planowanych pomiarach, tym samym mogą łatwo symulować bezpieczne wyniki. Na zakończenie kwestia podstawowa, do której odwołania spotkać można często – dobro wspólne kontra dobro lokalne. Czymże jednak jest owo wspólne dobro w tym przypadku? Redaktor Nowak pisze, że przejawia się ono w możliwości nowoczesnej telekomunikacji.
Tak naprawdę „możliwość telekomunikacji” sensu stricto została od dawna zapewniona. W tej chwili chodzi o maksymalizację zysków operatorów poprzez umożliwienie dostawy nowych usług, czyli bajerów w rodzaju telewizja w komórce. Fajne zabawki, ale czy w obliczu realnego zagrożenia ludzkiego zdrowia zasługujące na miano dóbr wyższego rzędu?
Proszę, w jak spokojnym tonie można ukazać bandytyzm i oszustwa polskich polityków i urzędników. Ja nie potrafię tak grzecznie pisać i mówić o mordercach. Nasz rząd i decyzyjni biurokraci są głusi na apele Parlamentu Europejskiego o szkodliwości i zapobieganiu następstwom oddziaływania pola elektromagnetycznego. Nie interesują ich wcale żadne z apeli medycznych czy naukowych. Europejska Agencja Ochrony Środowiska EEA żąda ostrzejszych norm dla telefonii komórkowej. Dyrektor The EU’s European Environment Agency Jacqueline McGlade mówi: Nawet jeśli promieniowanie jest słabe to istnieje wystarczająco dużo dowodów na jego skutki. Również przy słabym promieniowaniu także musimy uważać1.
Moja Kochana Mamo!
Doskonale pamiętam, jak w sądzie zeznawałaś w temacie pogorszenia swojego stanu zdrowia. Mówiłaś tak samo przed sędzią, jak wiele razy do mnie, kiedy się źle czułaś. Niczego nie wyolbrzymiałaś, nic nie ujęłaś, nic nie dodałaś. Sędzia miał i ma to głęboko gdzieś, widzę, jak był i jest za operatorkami. Wiedział, że umarłaś i nic mu to nie dało do myślenia. Nadal prowadzi tę sprawę, niedługo minie 7 lat, a czas działa na naszą niekorzyść. Wyrok będzie pozytywny dla operatorka, mimo że przedstawiłem sędziemu stanowisko prezesa NSA, z którego wynika, że stacje, które przyczyniły się do Twojej śmierci, są nielegalne.
Nie wiedziałem, że już wtedy byłaś śmiertelnie chora. Wiedziałem natomiast, że Twoje złe samopoczucie jest skutkiem działania dwóch stacji bazowych nielegalnie wybudowanych nieopodal naszego domu. Od 11 lat walczę cały czas z tymi nielegalnie wybudowanymi stacjami, ale cała wataha złoczyńców z urzędów, ministerstw i z sejmu jest przeciwko mnie i naszej rodzinie. O tym, że ich bezprawne działania doprowadziły Ciebie do śmierci, te pomioty nawet nie wiedzą. Mamo! Najważniejszy w Polsce urzędnik od prawa administracyjnego mówi, że te 2 stacje są zlokalizowane bezprawnie. Informuję o tym tych bandytów i pokazuję opinię sędziego – prezesa Sądu Administracyjnego, profesora prawa, a te zbiry mówią, że to nieprawda. Mamo! Urodziłaś się w czasie II wojny światowej pod okupacją niemiecką. W powstaniu warszawskim zastrzelono Twoją mamę, a moją babcię. Po wojnie, pod jarzmem sowieckim, wychowywała Cię macocha – zła kobieta. Niemcy i Sowieci nie odebrali Ci życia. Sosnkowski, Poboży, Szczepański, Zemła, Ziomek, Policzkiewicz, Wojtyła, Brzostowski, Trybusz, Ludwikowski, Mucha, Laskowski, Kamińska, Klimberzin, Jędraś, Filipczuk, Mazur, Łuczak, Osiecki, Zalewski, Wardyński, Gajewska… i dziesiątki innych naczelników i urzędników różnych WIOSIÓW, PINBÓW, wydziałów architektury, ministerstw i innej maści organów, od wielu lat wydają decyzje niezgodne z prawem. W wyniku tych bezprawnie wydanych orzeczeń odeszłaś, na połoniny, na niebieskie.
Mamo… Jeśli Bóg istnieje… A przez pomyłkę jakiś urzędol z tych tysięcy w Polsce, ubabranych w wydawanie śmiertelnych decyzji, zapuka do wrót niebios, powiedz Bogu, że to mordercy… Zabili Ciebie i wielu innych niewinnych ludzi. Naszą Madzię już zaczynają nękać nowotworowe dolegliwości. Mamo… Nie jestem w stanie zabić ich wszystkich, a z chęcią zemściłbym się. Będę walczył do końca życia z tymi karaluchami. Mamo, te polskie świerzby wiedzą o tym, że promieniowanie ze stacji zabija. Kiedy operator planuje zbudować stację w pobliżu zamieszkania jakiejś decyzyjnej urzędniczej świni, to z miejsca dostaje decyzję odmowną. Zbiry te uzasadniają swoją odmowę tym, że maszty telefonii komórkowej nie pasują do krajobrazu. To kłamstwo. Na zabytkowych kamienicach, przy pałacach prezydenckich stoi tych tworów co niemiara. Poświęcili Ciebie, poświęcają Twoją jeszcze żyjącą rodzinę, aby wychować takich samych gwałcicieli naszych praw i biurowych morderców. Ten rozdział jest obszerną częścią tej książki, trochę nudny, bo musiałem zamieścić nieco naukowych sformułowań… Ale nikt w Polsce jeszcze nie wysilił się, aby przedstawić fakty i ukazać prawdziwe oblicze tego syfu. Po wydaniu tej książki zrealizuję film dokumentalny o tym zagrożeniu. Wiesz, mamo, gros ludzi i tak nie zrozumie, bo jak im nie śmierdzi albo czegoś nie widzą, to tak, jakby nic nie było… No cóż, tak nie rozumują nawet zwierzęta, które pomagają sobie instynktem. Moment Twojego odejścia był czymś strasznym dla mnie. Dopiero po tym zrozumiałem, ile mam Ci do powiedzenia, w ilu sprawach chciałbym Ci pomóc, ilu słów za życia nie powinienem mówić, ilu uczynków nie powinno być. Trochę za późno… Ty czułaś swoją śmierć, a ja mówiłem, że jeszcze mnie przeżyjesz… Tak, kurczę, naprawdę myślałem. Muszę jednak żyć na tym obłudnym świecie i taplać się w tej brei ludzkich kłamstw i lawiranctwa. A te śmiecie wierzą, że są wieczni… Kosztem Twojego życia napełniają sobie trzosy i korzystają z życia, śmiejąc się i radując. Uczą swoje dzieci takiego samego bandytyzmu. Zawsze gniewałaś się, kiedy kląłem i używałem wulgarnych słów, ale jak mam wyrażać się o tych bandziorach? Jeśli zachoruję… Obiecuję, że przyprowadzę kilku ze sobą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *